Narzędziownik rozwoju osobistego i duchowego. Z czego korzystam na co dzień?

W tym artykule zebrałam kilka “narzędzi”, które działają. Działają, podkreślam, u mnie. I absolutnie nie jest to pełna lista. To raczej kilka wybranych sposobów, z których korzystam. Być może z czasem powstaną kolejne artykuły, w których ten narzędziownik poszerzę.

Mała dygresja: To słowo – narzędzia – brzmi dumnie, poważnie, profesjonalnie, skomplikowanie. Stoi trochę (trochę?! 😉) w opozycji do tego, co chcę Ci przekazać w tym artykule – mianowicie, że rozwój osobisty i duchowy może być prosty. Że my, LUdZIE, możemy rozwijać się na LUZIE 😉 Cóż, nie mogłam powstrzymać się od tej zabawy słowem!

Co do rozwoju: Kiedyś myślałam, że największe przełomy w rozwoju osobistym zadzieją się wtedy, kiedy wezmę udział w szkoleniach i kursach. Wiedza, wiedza i jeszcze więcej wiedzy. Patrząc wstecz widzę, że rozwój osobisty zadział się dopiero wtedy, kiedy wdrażałam w życie to, czego się dowiedziałam. Kiedy wreszcie zintegrowałam wiedzę z doświadczeniem. Niby oczywiste, ale poczułam, że chcę to wyraźnie podkreślić tutaj, w tym artykule.

A rozwój duchowy?

W moim przypadku ma miejsce najczęściej podczas kontaktu z naturą, np. w górach, podczas moich wspinaczek, gdzie pot lał się po twarzy i często brakowało mi tchu. A jednak – na samym szczycie oddychałam pełną piersią i czułam, że żyję. Podobnie mam teraz, kiedy siedzę na plaży, wsłuchując się w szum fal, robiąc NIC. No, najwyżej zachwycam się – morzem, mewami, odbiciem stopy w piasku, kolorem wody. Mój rozwój duchowy ma też miejsce podczas kontaktu ze sobą, np. kiedy piszę w dzienniku, zaraz po obudzeniu się, jeszcze w piżamie. Podsumowując:

Rozwój duchowy dzieje się w (nie)zwyczajności codziennego życia.

I tym słowem wstępu zapraszam do narzędziownika, który może Ci się wydać banalny.

Nie ma sprawy. Możesz mieć swoje zdanie. Miej je! Bardzo Cię do tego zachęcam.

Zawsze podkreślam (sprawdź opis mojego podcastu), że tworząc wyrażam moją prawdę, zachęcając Cię jednocześnie do odkrywania Twojej. Bo każdy ma swoją.

Zatem przedstawiam Ci tutaj moją – tę, która jest o tym, że czasami szukamy za daleko. Odpowiedzi są blisko. W Tobie. W codziennym życiu. Nawet jeśli na ten moment brzmi to jak banał i wydaje się, że żeby się rozwijać, potrzebujemy zrozumieć złożoność. Moim zdaniem jest dokładnie odwrotnie – potrzebujemy uwierzyć i poczuć, że to jest proste.


Narzędziownik:

  1. Sposób na złapanie dystansu
  2. Sposób na bałagan w życiu
  3. Sposób na przebodźcowanie
  4. Sposób na redukcję stresu
  5. Sposób na zmartwienia
  6. Sposób na rozwiązywanie problemów
  7. Sposób na motywację
  8. Sposób na spokój wewnętrzny

Sposób na złapanie dystansu

Czasem (często? 😉) coś idzie jak po grudzie. Pojawia się frustracja. Łapię się na tym, że próbuję coś zrobić, dopracować, domknąć, ale jest to kontraproduktywne. Zamiast wejść w stan flow zauważam, że generuję opór i oddalam się od mojego celu. Wtedy pomaga złapanie kontaktu z rzeczywistością. Powrót do tu i teraz.

Co wtedy robię? Wybieram ruch. Po prostu idę na spacer. Od kiedy mam psa, jest to jeszcze łatwiejsze – widząc jego radość, jeszcze chętniej ubieram buty. Wychodzę i im dalej jestem od biurka, tym bliżej siebie jestem.

Zazwyczaj dokładam do tego prostą technikę uziemiającą znaną jako 5-4-3-2-1 i idąc skupiam się na chwili obecnej, wymieniając w myślach:

  • 5 rzeczy, które widzę,
  • 4 rzeczy, których dotykam,
  • 3 dźwięki, które słyszę,
  • 2 zapachy,
  • 1 smak.

To wydaje się banalne i gdybym tylko o tym przeczytała i nie sprawdziła tego w rzeczywistości, to też bym w tym momencie przestała czytać ten artykuł 🙂 Ale spróbuj. Spróbuj wyjść na spacer, uziemić się w rytmie 5-4-3-2-1 i – jeśli to nie zadziała i po powrocie ze spaceru stwierdzisz, że nie udało Ci się pobyć przez chwilę w tu i teraz, złapać kontaktu z rzeczywistością i nabrać dystansu – napisz do mnie. Odpiszę! 🙂


Sposób na bałagan w życiu

Są takie osoby, które cały czas układają swoje życie i naprawiają siebie jednocześnie mając poczucie, że w ich życiu nic się nie zmienia i jest bałagan. Kiedy o tym słyszę i kiedy jestem pytana o zdanie to zadaję pytanie, które wydaje się być pytaniem z d…, ale okazuje się, że wbrew wszelkiej logice jest tam jakieś połączenie. To pytanie brzmi:

A masz porządek w swoim domu / mieszkaniu / pokoju?

Nie żartuję 🙃

Tutaj działa symbolika.

I żeby nie było, że szewc bez butów chodzi – sobie też zadaję to pytanie kiedy czuję, że robi się chaotycznie. Na przykład kiedy mam poczucie, że w moje życie wdarł się nieporządek, to zabieram się za porządki w szafie.

A, mam jeszcze jeden fajny przykład.

Mamy w mieszkaniu takie małe pomieszczenie, które nazywamy “pierdolnikiem”. Strasznie je zagraciliśmy. Zaczęliśmy upychać tam wszystko, na co na szybko nie znaleźliśmy miejsca. Krzywię się za każdym razem kiedy otwieram drzwi. Wiem, czuję całą sobą, że już lada chwila to nastąpi… Potrzebuję zająć się tym “pierdolnikiem” – tym, co bardzo długo czekało na uwagę, ale dotychczas wygodniej było odłożyć to “na później” niż przyjrzeć się temu, poświęcić temu czas, ogarnąć to. Widzisz tę metaforę? 😉

Tutaj też zapraszam Cię do otwartości na ten pomysł. Zanim stwierdzisz, że sprzątanie nie działa i potrzebujesz czegoś bardziej „sophisticated”, wypróbuj to. I przypominam o znanym powiedzeniu: “Jeśli coś jest głupie, ale działa, to nie jest głupie.” 🙃


Sposób na przebodźcowanie

Antidotum na przebodźcowanie to mniej. Bo przebodźcowanie to nadmiar.

Codziennie jesteśmy zasypywani ogromem wszystkiego – informacji, rzeczy, metod, ofert, spraw do załatwienia i tematów, którymi należy się zająć. Wszystko krzyczy i wydaje się być ważne, ale NIE JEST. Albo przestaje wtedy, kiedy decydujesz, że nie jest to ważne dla Ciebie.

Zauważyłam, że słowa WAŻNOŚĆ i UWAŻNOŚĆ mają ten sam rdzeń. Moim zdaniem, nie bez powodu. To się ze sobą łączy:

Zdecydowałam, co jest WAŻNE, a zatem co jest warte mojej UWAGI.

Mnie przebodźcowuje wszystko co jest związane ze scrollowaniem. Za dużo, za szybko – nie wiadomo, na czym się zatrzymać. Jednak chcę podkreślić, że nie wszystko jest do wywalenia, bo np. są konta, które z przyjemnością obserwuję, podcasty, których chętnie słucham i newslettery, które czytam od deski do deski. Nie wszystko jest do wywalenia – PO PROSTU zdecydowałam, co jest dla mnie WAŻNE i warte mojej UWAGI, a w rezultacie pożegnałam się ze wszystkim tym, co rozprasza. Bo przebodźcowanie kończy się, kiedy nasza uwaga przestaje być rozproszona.


Sposób na redukcję stresu

Mój sposób na redukcję stresu to łzy. Serio. Płaczę.

Dlaczego to działa? Tutaj będzie trochę naukowo.

Na pewno wiesz o kortyzolu. Nazywany jest on hormonem stresu, bo jest produkowany przez nadnercza w odpowiedzi właśnie na stres. Ale nie każdy wie, że jest on w łzach.

Na potwierdzenie cytat z książki „Jak przyciągać dobre rzeczy” napisanej przez psychiatrkę Marian Rojas Estape:

„William Frey zbadał biochemiczny skład łzy po intensywnym płaczu z powodu nadmiernego niepokoju lub smutku. Odkrył w nim podwyższony poziom kortyzolu. To przyczyna, dla której po (…) płaczu czujemy się wyzwoleni. Płacz rozładowuje napięcie i niepokój przez pozbycie się istotnych ilości kortyzolu.”


Sposób na zmartwienia

U każdego zmartwienia wynikają z czego innego. Patrząc na moje zmartwienia doszłam w pewnym momencie do wniosku, że bardzo często łączy je to samo – wynikają z poczucia braku.

Zatem może domyślasz się już, że dla mnie sposobem na zmartwienia jest WDZIĘCZNOŚĆ. Kiedy czymś się martwię, coś mnie niepokoi, to przekierowuję swoją uwagę na to, co MAM. Wymieniam kilka powodów do wdzięczności i dziękuję za to, co MAM. Za to, co JEST.

Dlaczego to antidotum na poczucie braku?

Bo nie można jednocześnie trzymać i puścić. Często powtarzam to zdanie, bo świetnie odzwierciedla ono uniwersalną zasadę uważności. W tym przypadku działa to w następujący sposób: Kiedy skupiam się na tym, co mam, to w tym momencie moja uwaga odchodzi od tego, czego mi brakuje.

Szczerze mówiąc, nie urodziłam się z pozytywnym myśleniem o tym kim JESTEM i co MAM.

I to jest dobra wiadomość, bo jestem dowodem na to, że wdzięczność można “wypracować”. Nauczyłam się tak myśleć. Zajęło mi to bardzo dużo czasu. Pomogło mi w tym, a jakże, pisanie. I nawyk pisania. Codziennie (tak, codziennie!) robię proste notatki:

“Dziękuję, że mam… Czuję…”

albo

“Dziękuję, że jestem… Czuję…”

Przykładowo:

“Dziękuję, że jestem zdrowa. Czuję się wspaniale, bo zrobiłam trening, a także poszłam z psem na spacer i uśmiechałam się, wdychając świeże powietrze i czując promienie słońca na twarzy.”

Tak. Takie są moje notatki wdzięczności. Dziękuję za wszystko. Nic nie biorę za pewnik, za oczywistość. W moich notatkach zawsze są słowa “dziękuję”, “mam”, “jestem” i “czuję”. To ostatnie wzięłam sobie do serca po lekturze książki Neville’a Goddarda: “Sekretem jest czucie”. Swoją drogą, polecam!

Ostatnio wróciło też do mnie takie zdanie, które według mnie ma niezwykłą moc i zamyka temat zmartwień oraz poczucia braku. Mam nadzieję, że Tobie też zmieni ono perspektywę i będziesz sobie często o nim przypominać:

“Prosiłam o wszystko, żebym mogła cieszyć się życiem.
Dostałam życie, żebym mogła cieszyć się wszystkim.”


Sposób na rozwiązywanie problemów

Podobno autorem tego sposobu jest Brian Tracy, który miał powiedzieć:

„Problem istnieje tak długo, dopóki nie zapiszesz go na papierze.”

Coś w tym jest! Już samo to zdanie wywołało we mnie poczucie wewnętrznej zgodności. Wyczułam, że jest w tym coś prawdziwego dla mnie. Pisanie rozwiązało (i wciąż rozwiązuje) wiele moich problemów.

Natomiast tutaj jeszcze konkrety, również od Briana Tracy, który mówi, że wszystko czego potrzebujesz to kartka, długopis i czas – 30 minut. To niedużo jeśli wziąć pod uwagę to, że znajdziesz rozwiązanie 😉

Kolejne kroki wyglądają następująco:

  1. Określ problem
  2. Zapisz 20 rozwiązań tego problemu
  3. Wybierz JEDNO i działaj

Dlaczego to działa? Napiszę Ci, jak to jest u mnie.

  1. Określenie problemu pozwala mi go sobie uświadomić. Często myślimy, że wiemy, w czym tkwi problem, ale kiedy mamy go sformułować to nagle okazuje się, że nie za bardzo. A już samo nazwanie problemu to ogromny krok w stronę rozwiązania. Często nie doceniałam, jak istotny jest ten krok.
  2. Zapisanie 20 rozwiązań w ciągu 30 minut wydaje się dość trudne, dopóki nie zacznie się pisać. Po kilku minutach wchodzę w stan flow, w którym rozwiązania zaczną się pojawiać niemal same. Sprawdź. Mózg jest zadaniowy – kiedy dajesz mu zadanie rozwiązania danego problemu, zaczyna podsuwać rozwiązania.
  3. Dlaczego trzeba wybrać jedno, a nie 2 albo 3? Bo im więcej opcji, tym większe ryzyko pozostania w sferze przemyśleń (overthinking) i prokrastynacji. Wybranie jednego rozwiązanie sprzyja koncentracji i przejściu do konkretów (działanie).

Sposób na motywację

Jeśli chodzi o motywację, to niezmiennie pomaga mi przypominanie sobie odpowiedzi na pytanie:

Jakie jest MOJE “dlaczego”?

Tutaj odsyłam Cię do odcinka podcastu: “Human Design. Motywacja.”, bo tam świetnie wytłumaczyłam, o co chodzi w znalezieniu swojego “Dlaczego?” i, przede wszystkim, opowiadam w tym odcinku JAK to zrobić. Zapraszam do posłuchania o sposobie na motywację tutaj:


Sposób na spokój wewnętrzny

Oho! Już widzę tę sceptyczną minę 😉

O (s)pokoju wewnętrznym powiedziano i napisano już wiele. Mnie przekonała pewna historia, niemal przypowieść, którą znalazłam w wielu książkach, m.in. w “Nowej Ziemi” Eckharta Tolle oraz w “Transerfingu rzeczywistości” Vadima Zelanda.

W skrócie: Pewien władca szukał sposobu na radzenie sobie z emocjami, bo miotał się między radością i niepokojem, poczuciem szczęścia i ogromnym smutkiem. Udał się zatem do mędrca po poradę i dostał od niego pierścień, który miał zawsze nosić przy sobie. Pierścień ten miał napis, który miał pomagać władcy wtedy, kiedy będzie tego potrzebował – w trudnych, kryzysowych momentach jego życia. Co było napisane na tym pierścieniu?

“To też minie.”

Kiedyś już pisałam o tym, że uratuje nas perspektywa 🙂 Słowa “to też minie” poszerzają perspektywę. U mnie tak to właśnie działa. Te trzy słowa przypominają mi o tym, że to, co widzę w danym momencie jako smutne wydarzenie czy odczuwam jako porażkę nie będzie trwać wiecznie. Jakkolwiek trudne jest to, co właśnie przeżywam, świadomość, że “to też minie” napawa nadzieją. Wraz z odzyskaniem tej nadziei zaczynam odczuwać wewnętrzny spokój.

A co z dobrymi chwilami, które chcemy, żeby trwały wiecznie? Jak ma się do tego zdanie “To też minie”?!

Pięknie pisze o tym Eckhart Tolle:

“Te słowa (…) uświadamiają ulotność każdej sytuacji wynikającą z krótkotrwałości wszystkich form – dobrych i złych. (…) Gdy już dostrzeżesz oraz zaakceptujesz krótkotrwałość wszystkich rzeczy oraz nieuchronność zmiany, możesz cieszyć się przyjemnościami tego świata wtedy, gdy trwają, bez obawy ich utraty i niepokoju o przyszłość.”

Widok dmuchawca na tle zachodzącego słońca - ulotność chwili

Z natury jestem filozofką.

Uwielbiam drążyć temat, iść w głąb, szukać, znaleźć, łączyć. Jednak im więcej książek czytam, tym bardziej dochodzę do wniosku, że to wszystko jest… proste. Że niepotrzebnie to komplikujemy. Że tak bardzo idziemy w ten rozwój, a wszystko po to, żeby w końcu dojść do wniosku, który brzmi następująco:

Tak, rozwój ma sens, ale rozwój może być prosty, a to, co na początku drogi wydawało się zbyt proste, wręcz banalne, jest tą odpowiedzią, do której po długich poszukiwaniach wracamy.

Może dlatego tak bardzo poruszają mnie słowa Lao Tzu z książki “Tao Te Ching”:

“Nie ustawać to pójść daleko,
Pójść daleko znaczy wrócić.”

Widok na gory ze szczytu Herzogstand w Bawarii

Oprócz bloga piszę i wysyłam listy, a w nich historie z życia wzięte, które poruszają, wzruszają, inspirują i dają nadzieję.
Jeśli potrzebujesz przekonać się, czy to coś dla Ciebie, zajrzyj TUTAJ.
Na Soulletter możesz zapisać się poniżej:


Nie ma możliwości komentowania artykułów na blogu, ale zawsze możesz do mnie napisać: kontakt@designduszy.pl
I spodziewaj się odpowiedzi! 🙂 Na każdego maila odpowiadam.

error: Zawartość strony jest chroniona.
Przewijanie do góry