Soulletter – fragmenty dające motywację i nadzieję

Wiem, że jesteś zapisana lub zapisany na mnóstwo newsletterów. Ale…

Są takie listy, które poruszają duszę.

Niektóre z nich otulają ciepłem. Inne zabierają Cię w sam środek motywującej historii – historii z życia wziętej. Jeszcze inne dają nadzieję.

I właśnie takie są listy, które do Ciebie piszę. Taki jest Soulletter.

Chciałabym, żebyś dzisiaj to poczuła lub poczuł i dlatego zamieszczam poniżej fragmenty dwóch listów, które już wysłałam do odbiorców Soullettera. Mam nadzieję, że po ich przeczytaniu dołączenie do grona odbiorców listów z duszą będzie nie tylko świadomym, ale również oczywistem wyborem 🙂

Zdjęcie kobiety piszącej długopisem w zeszycie, w tle telefon i komputer

O czekaniu, zaufaniu i kwestionowaniu rozwoju

Zbieram się do napisania newslettera od 3 miesięcy. 3 miesiące temu napisałam pierwszy newsletter i… na tym się skończyło. A plan był taki, że będę pisać co tydzień. Nie udało się. Wyrzuty sumienia: “No przecież obiecałaś sobie!” (a głos w głowie dodaje: “I innym!!!”). Presja: “To ile jeszcze niby czasu potrzebujesz, żeby napisać newsletter?” (a głos w głowie dodaje: “No popatrz na innych, jacy są zaangażowani, jak regularnie coś publikują, prężnie działają, a Ty co?!”

Może też to znasz.

Przerywam pisanie, żeby jeszcze raz zobaczyć rolkę, którą wysłała mi ostatnio moja znajoma. Rolka jest nietypowa, bo zawiera nagranie wypowiedzi Berta Hellingera – niemieckiego terapeuty, twórcy ustawień systemowych.

Nagranie ma 6 minut. Bert Hellinger jest na nim już starszym człowiekiem. Siedzi, trzyma mikrofon w ręce i mówi. Właściwie to cedzi słowa. Pomiędzy zdaniami robi bardzo długie przerwy. Każde słowo jest wyraźnie oddzielone od drugiego. Głos jest jednostajny, monotonny. Czasami Bert Hellinger odkłada mikrofon, rozgląda się w prawo, w lewo, a następnie baaaardzo powoli podnosi mikrofon, bierze oddech i wypowiada kolejne krótkie zdanie.

W świecie “więcej i szybciej” Bert Hellinger neguje ilość i czas na rzecz jakości i głębi. Mówi mało, ale czuję w jego zdaniach przestrzeń. I chyba to sprawia, że cierpliwie słucham. Po dłuższej chwili zauważam, że uspokajam się. Zatrzymałam się na tym niepozornym, “wolnym” nagraniu. Przestałam scrollować. Już nie prę do przodu, tylko idę w głąb.

Jest we mnie uważność, wsłuchuję się w każde jego słowo.

Bert Hellinger opowiada o tym, że w pewnym momencie w życiu bardzo chciał się czegoś dowiedzieć. I opowiada o tym, że nie szukał odpowiedzi, nie czytał, nie dowiadywał się. Zamiast tego czekał, aż odpowiedź się pojawi. Aż zostanie mu dana. I mówi tak:

“Jak długo na to czekałem? 6 lat. Bez chęci dowiedzenia się. Po prostu czekałem.”

Z jego dalszej wypowiedzi zrozumiałam, że wgląd jest prezentem od Świadomości. Że nie można sobie na niego zapracować. Można się jedynie na niego otworzyć i pozwolić się tym wglądem obdarować. Że trzeba cierpliwie czekać na wskazówkę i że kiedy ona przyjdzie, to trzeba ją zauważyć. I uświadomiłam sobie, że czasami można czekać na taki wgląd czy na taką wskazówkę z ludzkiej perspektywy długo.

Powtarzam, Bert Hellinger czekał 6 lat.

Ja czekanie znalazłam też w bardzo wielu miejscach w Human Design:

  • Projektor ma czekać na zaproszenie (wait for invitation), bo kiedy jest zaproszony do projektów, współpracy, to wtedy też jego wglądy, pomysły, propozycje i sugestie są doceniane. Kiedy Projektor nie czeka na zaproszenie, naraża się na niezrozumienie, odrzucenie, poczucie bycia niezrozumianym, co prowadzi do uczucia rozgoryczenia.
  • Generatorzy i Manifestujący Generatorzy mają czekać, żeby odpowiedzieć (wait to respond). Chodzi w tym o to, że w życiu (Manifestującego) Generatora pojawiają się zawsze możliwości, na które może odpowiedzieć. (Manifestujący) Generator ma je zauważyć i zdecydować, kierując się swoim autorytetem wewnętrznym, czy korzysta z danej możliwości czy dana możliwość nie jest dla niego. Zastosowanie tej strategii wnosi w życie (Manifestującego) Generatora lekkość i radość.
  • Za to Reflektor czasami musi poczekać na klarowność cały cykl księżycowy – 28 dni… To dopiero ćwiczenie się w cierpliwości!
  • Jedynie Manifestor nie powinien czekać – czekanie u Manifestora równa się byciu w Not-Self. Manifestor ma inicjować działanie. Czekając, nie wykorzystuje pełni swojego potencjału.

Zatem statystycznie 90% ludzkości powinna czekać – na zaproszenie, na możliwości lub na klarowność.

Tymczasem mam wrażenie, że kolektywnie buntujemy się przeciwko temu czekaniu. Stawiamy opór, jesteśmy niecierpliwi, chcemy wiedzieć / dostać / zrobić wszystko od razu. A nawet jeśli chcemy się ze strategią właściwą dla naszego typu energetycznego przeprosić i mówimy: “Dobra, poczekam”, to to czekanie jest warunkowe. “Poczekam, ale jak mi się to czekanie znudzi, to zainicjuję zmiany.”

Ponadto to czekanie nas niecierpliwi i stresuje. Czujemy presję, żeby działać i często ta presja idzie z poziomu “Muszę zrobić, żeby zasłużyć.” albo “Robię, bo boję się, że zostanę w tyle.”

I ja to rozumiem, bo…

Jest we mnie głęboko taki lęk, że tylko działanie zapewni mi bycie.

Podłączam się często do zewnętrznej narracji, że trzeba intensywnie pracować, odnosić sukcesy, zarabiać krocie. Daję się przekonać, że bycie, istnienie, nie wystarczy. Może też znasz tę wewnętrzną i zewnętrzną presję, żeby nie stać w miejscu, tylko stale działać i rozwijać się. “Kto się nie rozwija, ten się zawija.” I nie chcę tutaj negować rozwoju, chociaż gdzieś głęboko czuję, że w tym całym życiu chodzi nie o ROZWÓJ tylko o to, żeby BYĆ.

Pięknie mówi o tym Richard Rudd, autor Kluczy Genowych i książki “THE GENE KEYS. Embracing your higher purpose”. Z tego, co wiem, to nie ma jeszcze jej polskiego tłumaczenia. W tej książce czytam, że klucz genowy numer 10 ma w swojej najwyższej wibracji (Siddhi) właśnie BYCIE. W tym kluczu przechodzimy od cienia obsesji na swoim punkcie przez dar naturalności do najwyższej wibracji jaką jest właśnie BYCIE. Autor, opisując najwyższą wibrację tego klucza, pisze tak:

“The 10th Siddhi sees the beauty of the game of evolution
but has no alternative but to undermine it.”

Jakie to jest genialne! On powinien dostać jakąś nagrodę za to zdanie.

Chodzi w tym o to, że (szczególnie jeśli mamy w swoim holograficznym profilu klucz 10) widzimy piękno ewolucji – procesu rozwoju, tego całego stawania się, zmiany, wzrostu, doświadczania – ale nasza wewnętrzna mądrość nie daje nam innego wyboru niż zakwestionowanie tego rozwoju.

Bo Klucz 10 w Kluczach Genowych mówi o tym BYCIU, w którym nie musisz się nikim stawać.

Jest paralelą Bramy 10 w Human Design, której motywem przewodnim jest miłość do siebie, a wartością przewodnią autentyczność.

Nie musisz doskakiwać, zasługiwać, nadrabiać, prężyć się, wysilać. JESTEŚ. Możesz po prostu BYĆ.

Na jednej z sesji rozmawiałam o tym z moją klientką i zaproponowałam jej powtarzać sobie rano, zaraz po przebudzeniu, jedno zdanie: “Jestem i to już wystarczy.” Po angielsku brzmi to lepiej, więc zamieszczam również angielską wersję tej propozycji: “I am and it is already enough.” I moja klientka na kolejnej sesji powiedziała:

“Wiesz co, to zdanie jest niesamowite. Budzę się rano i pierwsze, co sobie mówię, to właśnie to zdanie. Ono zdejmuje ze mnie całą presję dnia, który mam przed sobą, zadań, które mam wykonać i wyzwań, z którymi muszę się zmierzyć. Jestem i to wystarczy. Cała reszta jest on top of that.”

Jeśli jeszcze tak nie zaczynasz dnia, to polecam.

A tak w ogóle to niełatwo jest mi pisać o BYCIU.

Czuję w głębi duszy, że to ważne i potrzebne i dlatego będę o tym jeszcze wiele mówić i pisać. Ale mam też świadomość tego, że może się w kimś rodzić bunt. Nie wiem, jak w Tobie. We mnie się budzi. Naprawdę wystarczy być?! A co z działaniem, co z pracą, co z obowiązkami, zobowiązaniami, itd.?!

Eckhart Tolle, autor książek “Potęga Teraźniejszości” oraz “Nowa Ziemia”, jest przepełnionym wewnętrznym spokojem nauczycielem duchowym. Niemal trudno uwierzyć, że kiedyś przez kilka lat żył w ciągłym stanie niepokoju i miał napady depresji. W książce “Nowa Ziemia” pisze nawet, że był bliski samobójstwa, zanim powróciła do niego świadomość. W wieku 29 lat uległ głębokiej, wewnętrznej przemianie, a kolejne lata spędził pogłębiając swoje wglądy. Jak? Na przykład przez 2 lata siedział na ławce w parku w stanie głębokiego szczęścia. Tak, dobrze czytasz. Przez 2 lata siedział codziennie siedział na ławce w parku w stanie głębokiego szczęścia. Nocował u znajomych albo na ulicach. Najbliżsi uważali go za osobę szaloną i skrajnie nieodpowiedzialną.

I można uważać, że to szalone, ale Życie się nim opiekowało. W książce “Nowa Ziemia” pisze o tym jak żył z oszczędności, pisząc książkę “Potęga Teraźniejszości”. Pod koniec jej pisania zabrakło mu pieniędzy. Kupił los na loterię i wygrał 1000 dolarów. Dzięki tej wygranej mógł utrzymać się przez kolejny miesiąc i dokończyć pisanie. Książka “Potęga Teraźniejszości” została przetłumaczona na 33 języki i sprzedała się w ponad 6 milionach egzemplarzy.

(…)


Przeczytałaś lub przeczytałeś ten tekst jednym tchem i piszesz się na listy? 🙂


Czy remont skrzyżowania może być lekcją?

Jesteśmy w Gdańsku. Stoimy na światłach na świeżo wyremontowanym skrzyżowaniu. Cieszę się, że wreszcie nie ma tu korków. Obserwuję z przeciwnej strony jeszcze do niedawna niefajne miejsce – miejsce, w którym kierowcy próbowali skręcić w prawo i włączyć się do ruchu. Jeszcze kilka tygodni temu zrobienie tego manewru graniczyło z cudem. Co prawda zielona strzałka świeciła się prawie cały czas, ale z lewej strony wciąż, jeden za drugim, jechały samochody. Praktycznie można by było w tym miejscu postawić STOP. I tak każdy musiał się tam zatrzymać.

Przebudowując skrzyżowanie ktoś ruszył głową i znalazł rozwiązanie. Dosyć proste, ale skuteczne. Mianowicie, wybudowano na krótkim odcinku dodatkowy pas. Teraz, skręcając w prawo, można bezpiecznie wjechać na ten pas i ma się dodatkowe sto metrów, żeby bezpiecznie włączyć się do ruchu.

Niby nic. Mała zmiana. A zmieniło się wszystko.

Nagle jednak zaczyna robić się korek. Z zamyślenia wyrywa mnie hałas. Tak czy siak stoimy na czerwonym, więc obserwujemy co dzieje się po przeciwnej stronie.

Kobieta sygnalizuje skręt w prawo, ale uparcie stoi i nie jedzie dalej. Kierowcy, którzy utknęli za nią zaczynają trąbić. Niemal fizycznie wyczuwam frustrację, wkurw i presję, podobnie jak niemal słyszę pytania, które pojawiają się w głowach wszystkich zaangażowanych w tę scenę:

„Dlaczego stoisz?!
Dlaczego NIE jedziesz?! (No jedź, k…!)
Przecież masz dodatkowy pas!”

Nagle mnie olśniło.

Przerywając ciszę odpowiadam na pytania, które nie padły (ale jestem pewna, że każdy je sobie w myślach zadawał) i mówię na głos:

„Ona nie widzi tego pasa. Ona wciąż stoi na starym skrzyżowaniu.”

Nowe skrzyżowanie. Stary sposób jazdy.

Można jechać, a jednak wszyscy stoją.
Nie ma powodu do korków, a jednak ten korek jest, bo ktoś nie zauważa zmiany.

Uświadomiłam sobie, że ta sytuacja to świetna metafora.

Po pierwsze, ta sytuacja przypomniała mi o tym, jak często rządzą nami stare schematy. Przekonania wryte i powtarzane przez lata tak często i tak głośno, że nawet kiedy następuje zmiana – zmienia się otoczenie i zasady gry – to my wciąż zachowujemy się tak, jakby nic się nie zmieniło i gramy według starych zasad. Jesteśmy jak ta kobieta, która nie zauważyła, że przyszło nowe. Jechała „na pamięć” zamiast uważnie obserwować rzeczywistość i dostrzec zmianę, która się dokonała. Utrudniała sobie życie, chociaż dosłownie przed jej oczami znajdowało się nowe, proste rozwiązanie.

Po drugie, ta sytuacja przypomniała mi o tym, jak często tkwimy na rozdrożu, chociaż już nie musimy. Choć czas ruszyć dalej, bo zmieniły się okoliczności. A my? Chociaż pojawiły się nowe możliwości, to uparcie operujemy w starym środowisku. Zamiast śmiało jechać dalej (=działać, być w ruchu), stoimy na STOPie z wciśniętym hamulcem.

Po trzecie – tu już będę gdybać, ale nie mogę się powstrzymać – ta kobieta jechała sama. Na pewno zestresowały ją te klaksony, szczególnie że wyglądało na to, że naprawdę nie wiedziała o co chodzi. Może gdyby ktoś z nią jechał i siedział obok niej, na fotelu pasażera, to ta osoba mogłaby na spokojnie przyjrzeć się tej sytuacji i pomóc tej kobiecie zobaczyć nowy pas? Bo, zobacz, to trochę tak jak w naszym życiu. Jesteśmy tak na nim skupieni – na naszej drodze i na tym, żeby po prostu jechać – że czasami nie dostrzegamy zmieniających się okoliczności. Mamy pewne nawyki i od lat robimy coś w taki, a nie inny sposób, że nie jesteśmy w stanie zobaczyć dobrej dla nas zmiany. Potrzebujemy usłyszeć od kogoś innego o nowopowstałej drodze, która otwiera przed nami nową możliwość.

I dopiero wtedy jesteśmy w stanie ją zobaczyć.


Klaksony umilkły.
Kobieta ruszyła dalej i płynnie włączyła się do ruchu.
Przez chwilę wydawało mi się, że – pomimo stresu – uśmiechnęła się.
Może jeszcze nie rozumiała.
Może nigdy nie zrozumie.
Może to wcale nie było o niej.

Zielone światło na sygnalizacji świetlnej oraz czerwona strzałka w lewo

(…)


Teraz już wiesz.
Wysyłam listy, a w nich historie z życia wzięte, które poruszają, wzruszają, inspirują i dają nadzieję.
Piszesz się na takie listy? 🙂


Nie ma możliwości komentowania artykułów na blogu, ale zawsze możesz do mnie napisać: kontakt@designduszy.pl
I spodziewaj się odpowiedzi! 🙂 Na każdego maila odpowiadam.

Pozdrowienia,
Alicja

error: Zawartość strony jest chroniona.
Przewijanie do góry