Nie bez powodu publikuję ten wpis właśnie dzisiaj. Przez ostatnie miesiące uważnie obserwuję to, co się dzieje, a mianowicie:
Emocje sięgają zenitu.
A teraz, w lipcu, to już w ogóle. Prognozy, że wydarzy się coś wielkiego i że nadchodzi potężne wydarzenie, kompletnie zmieniające dynamikę na naszym globie, są wszechobecne. Zewsząd słyszę grzmienie, że konflikty, bezrobocie, recesja, itd.
Warto zauważyć, że atmosferę bycia w gotowości, ale często też po prostu strachu, świetnie nakręcają nie tylko “tradycyjne” media, ale również te, rzekomo, alternatywne.
Pod jednym z tych dobrych odcinków podcastu przeczytałam bardzo ciekawy komentarz, ilustrujący narastający problem:
“Siedziałam w takich tematach “świadomościowych” dobre kilka lat. Kiedy zaczęłam się stopniowo odcinać od tego, zyskałam niesamowite poczucie wolności. Moja świadomość wskoczyła na inny poziom. I to jest moje przebudzenie, bo przestałam siedzieć w lęku i szukać tych tematów, żeby mieć iluzję kontroli nad rzeczywistością.”
Strategia przyciągania uwagi
Wystarczy też spojrzeć na to, jak rozwinęły się tzw. best practices (najlepsze praktyki) jeśli chodzi o thumbnails (miniatury, zachęcające do obejrzenia materiału i sygnalizujące, o czym dany materiał jest – widoczne na pierwszy rzut oka na platformach społecznościowych oraz streamingowych). Otóż…
Wszędzie jest tak samo.
Popularne podcasty – niezależnie od tematyki – stosują tę samą technikę. Najlepiej sprawdzają się krótkie hasła (3-5 wyrazów), które mocno uderzają w emocje.
Przykłady? Proszę bardzo:
– “Został nam miesiąc”
– “Te zawody znikną”
– “Nikt nie jest gotowy”
– “To jest pułapka”
Wielka czcionka oraz maksymalny kontrast między kolorem napisu a tłem. Najlepiej dodać jeszcze jakąś znamienną datę: 2027, 2030, 2033 lub inne, przyciągające wzrok liczby.

Dodatkowo, okładki podcastów są zrobione na jedną modłę. Z miniatur zazwyczaj spoglądają na nas ogromne twarze. Prelegenci lub rozmówcy pokazywani są na nich najczęściej z wyrazem intensywnej ekspresji: zdziwieni (dłoń zakrywająca usta), przestraszeni (wybałuszone oczy) lub śmiertelnie poważni (zimny, przeszywający wzrok).
W co my tu gramy?
Z najbardziej trafnym opisem tej gry zetknęłam się w “Transerfingu rzeczywistości” autorstwa Vadima Zelanda. W swojej książce opisał on wahadła. Są to energetyczno-informacyjne struktury tworzone przez emocje i myśli grupy ludzi. Kiedy większa liczba osób zaczyna myśleć o tym samym i łączyć się w tych samych emocjach, powstaje niezależny byt energetyczny. Co ważne (w dalszej części wpisu wyjaśnię, dlaczego), żywi się on uwagą tychże osób.
W tym momencie zachęcam Cię: czytaj dalej. Na tym właśnie polega fenomen tej teorii, że ludzie postrzegają ją jako odjechaną i zbyt ezoteryczną, podczas gdy nabiera ona sensu, gdy zaczynamy się jej uważnie przyglądać oraz włączymy logiczne, krytyczne myślenie oraz indywidualne odczuwanie.
Energia podąża za uwagą
Wahadłem mogą być media (telewizja, serwisy informacyjne, media społecznościowe), korporacje, państwa, partie polityczne, kluby, religie, moda, konsumpcjonizm, itp. Są wszędzie tam, gdzie widoczny jest intensywny podział: “my” kontra “oni”.
Wahadła karmią się energią swoich zwolenników, a pozyskują ją pośrednio i sprytnie – poprzez zdobywanie ich uwagi.
I o ile wyrażenie “kradzież naszej uwagi” nie sprawia, że mamy ochotę zająć się tematem, to już inaczej sprawa wygląda, kiedy sobie uświadamiamy, że to za uwagą podążają nasze zasoby i to te bardzo cenne: nasz czas, nasze zaangażowanie, nasze pieniądze.

Ponadto, kiedy ktoś lub coś zdobywa naszą uwagę, to wtedy może wpłynąć na nasze emocje.
Nigdy nie zapomnę uniwersyteckiego wykładu dotyczącego znaczenia neurobiologii w kontekście krytycznego myślenia i tego, co zapamiętałam:
“To, co nie wzbudza emocji, jest pomijane przez mózg, bo zostaje uznane za nieistotne dla naszego przetrwania.”
Z polskiego na nasze: Jeśli coś nie poruszy naszych emocji, nie zajmiemy się tym. Olejemy to.
Nic więc dziwnego, że generowane przez wahadła emocje muszą być silne (im silniejsze, tym lepsze), bo wtedy weźmiemy temat pod uwagę i się nim zajmiemy. W konsekwencji zajmiemy się nie swoją sprawą (dając sobie wmówić, że jest nasza).
Przykład? Proszę bardzo.
Konflikt jest gdzieś indziej. Ktoś ma jakiś problem i nie potrafi (nie chce?) go rozwiązać, ale dajemy się przekonać, że dany konflikt jest nasz i wobec tego musimy się w niego zaangażować. Dajemy temu konfliktowi swoją uwagę i dziwimy się, że przepełniają nas frustracja, rozgoryczenie, smutek. Zamiast zająć się sobą, robić swoje i “iść przez życie dobrze czyniąc”, wkręcamy się w wahadło, które zabiera nam czas, energię, zasoby.
Tak to mniej więcej działa.
Silne emocje
Jednym z najprostszych sposobów wygenerowania silnych emocji (złości, poczucia winy, wstydu, strachu, itp.) jest prowokacja. To wtedy tracimy spokój i oddajemy swoją energię.
Można to nawet zobrazować matematycznie dzięki znajomości mapy poziomów świadomości Hawkinsa.
(Zachęcam do jej wyszukania w internecie pod hasłem „mapa poziomów świadomości Hawkinsa” oraz do zapoznania się z nią. Tabela jest chroniona prawem autorskim, dlatego nie zamieszczam jej w tym wpisie.)
Jeśli dany log (log to wartość logarytmiczna przypisana do danego poziomu świadomości) odczytamy jako wartość procentową poziomu witalności, to nagle wszystko stanie się jasne.
Przykład:
Na poziomie oświecenia dysponujemy witalnością na poziomie od 70-100% (log 700-1000). Co się stanie kiedy wejdziemy w strach? Nasza siła życiowa wynosi wtedy już tylko 10% (log 100). Oznacza to, że w takiej sytuacji tracimy od 60-90% (!) naszej witalności.
A opisywana sytuacja przecież ma miejsce na co dzień w życiu niektórych ludzi.
To chociażby moment, w którym wracamy uśmiechnięci z odprężającego, kojącego układ nerwowy spaceru po lesie (radość; log 540; 54% życiowej energii), a w radiu słyszymy co się w międzyczasie wydarzyło, jak źle jest i jak jeszcze gorzej może być już za chwilę, co wzbudza w nas przygnębienie (apatia; log 50; 5% życiowej energii). Policzone? Tak, niemal w mgnieniu oka poziom naszej energii zmniejszył się o prawie 50%!
Dla mnie przełożenie logów Hawkinsa na odpowiadające naszym energetycznym zasobom procenty było game changerem.
Swoją drogą warto wiedzieć, że najważniejszym punktem w całej skali jest odwaga (log 200). Jest ona punktem krytycznym. To dzięki odwadze przechodzimy od stanów niszczących i osłabiających nas (poziomy świadomości poniżej 200 to poziomy fałszu) do stanów wzmacniających, korzystnych dla nas (poziomy świadomości powyżej 200 to poziomy prawdy).
Do poziomu 200 mamy do czynienia z siłą. Powyżej poziomu 200 rodzi się moc. Brzmi lepiej, prawda?
Ponadto, uświadomienie sobie, że wchodząc np. w poczucie winy (log 30) jestem na poziomie 3% (!) mojej witalności, dało mi nieźle do myślenia. Warto też zastanowić się nad wstydem. Hawkins skategoryzował wstyd jako najniższy poziom świadomości, gdzie życiowa energia spada do skrajnego poziomu 2% (log 20). Let it sink in.
Obojętność wahadła
Zanim połączymy to wszystko w całość, wróćmy jeszcze na chwilę do wahadła, którego najciekawszą cechą jest to, że jest mu kompletnie obojętne, z której strony wprawiane jest w ruch.
Kiedy dotarło do mnie znaczenie tych słów, to aż usiadłam.
Kiedy jako zwolennik popierasz wahadło, oddajesz mu swoją energię.
Kiedy jako przeciwnik protestujesz, krytykujesz lub walczysz z nim, oddajesz mu swoją energię.
Trudno jest zaakceptować tę logikę, bo często jesteśmy uczeni walki w imię dobra i na jego rzecz. Myślimy, że dobrze robimy, tymczasem robimy to samo, co ci “oni”, czyli wprowadzamy wahadło w ruch. Z tą różnicą, że z drugiej strony. I tak się bujamy (dosłownie!), wielce zdziwieni, że konflikty trwają, a rozwiązanie nie nadchodzi.
Niełatwo przychodzi nam zmiana myślenia i uznanie prostego rozwiązania, które wycisza wahadło:
Twoja Świadomość
A konkretnie: świadome zaprzestanie oddawania swojej uwagi. A brak uwagi to brak zaangażowania w zewnętrzny temat promowany przez wahadło. Świadoma odmowa udziału w walce – ani za, ani przeciw. Nie biorę w tym udziału. Wybieram (s)pokój.
Czy to ma sens?
Długo nad tym myślałam. Jestem osobą bardzo wrażliwą. Los ludzi, zwierząt i świata nie jest mi obojętny. Wierzę, że wszyscy jesteśmy ze sobą połączeni i pragnę dla każdego pokoju, dobrostanu, życzliwości, radości i miłości. I kiedy myślę o tym, ile jest w tym temacie do zrobienia, to pierwszą reakcją jest zazwyczaj przytłoczenie.
Jak to zrobić? Od czego zacząć?
Wdech, wydech.
Od pewnego czasu wyrobiłam w sobie pewien nawyk. Kiedy pojawiają się te pytania, to przypominam sobie o tym, o czym tak pięknie śpiewa w swoim utworze ShataQS:
“Świat jest lustrem tego, co w nas.”

To o tym pisze też bardzo dużo Vadim Zeland w swoich książkach opisujących transerfing.
Lustro rzeczywistości (czyli to, co na zewnątrz) odbija nasze myśli, emocje i postawę wobec świata (czyli to, co wewnątrz).
Autor przypomina również o czymś, o czym na co dzień często zapominamy:
Najpierw jest obraz, później pojawia się odbicie.
Obraz to JA – moje myśli, emocje i postawa wobec świata. Obraz to PRZYCZYNA. JA to przyczyna.
Odbicie to zdarzenia w życiu, które są konksekwencją moich myśli, emocji i postawy. Odbicie to SKUTEK! RZECZYWISTOŚĆ to skutek.
Znowu, idąc tym tokiem rozumowania (obraz –> odbicie):
Jeśli walczę, świat walczy ze mną.
Jeśli się boję, to generuję jeszcze więcej sytuacji, w których dominuje lęk.
Ale też jeśli mam w sobie (s)pokój, to w moim świecie też panuje (s)pokój.
Tak, to jest takie proste. Obraz (przyczyna) -> Odbicie (skutek).
I jeszcze jeden cytat z utworu “Lustro” od ShataQS:
“Wszystko we mnie się zaczyna,
Świat jest odbiciem mego światła i cienia.”
Podsumujmy
Z tego, co już teraz wiemy, wynika, że trzeba zacząć od obrazu, a nie siłować się z odbiciem.
Najpierw trzeba dać uwagę najpierw sobie – swoim myślom, emocjom, prezentowanej postawie, ucieleśnionym wartościom. Skupić się na swoim rozwoju i pielęgnować w sobie wewnętrzny spokój. Zamiast napędzać spiralę złości, strachu, irytacji i frustracji, trzeba przekierować myśli i emocje na kreowanie swojego życia, swojej rzeczywistości. Wejść w sprawczość i świadome działanie na poziomie indywidualnym. W ogóle to jestem zdania, że kolektywnie uratować świat możemy jedynie z poziomu indywidualnego.
Warto też zająć się swoim ogródkiem – pielęgnować relacje z rodziną, przyjaciółmi, znajomymi. Wspierać ich. To będzie zapewne kilka, może kilkanaście, a najwyżej kilkadziesiąt osób. I to jest okej! Przecież już w latach 90. XX wieku brytyjski antropolog, Robin Dunbar, podał tzw. liczbę Dunbara – 150 – określającą maksymalną liczbę stabilnych i znaczących relacji społecznych, jakie człowiek może jednocześnie utrzymywać. To tutaj możesz mieć realny wpływ.
To co teraz?
Jest 31. lipca i publikuję ten artykuł pod wieczór, na koniec dnia. Według wielu relacji, podcastów i materiałów opublikowanych w mediach miało się w tym miesiącu dużo wydarzyć. Jak to się mówi: eskalować. Tymczasem żaden armagedon nie nastąpił.
I nie znaczy to, że go nie będzie.
Może i przyjdzie. I to już niedługo.
A może jeszcze chwilę będzie spokój, bo wahadło będzie próbowało uśpić naszą czujność i wziąć nas z zaskoczenia. W przeszłości bardzo często się to sprawdzało. To wtedy wahadło generuje najwięcej strachu i paniki u tych, którzy bezrefleksyjnie tam angażują uwagę i emocje.
No, spoko. To co teraz?
Mówi się, że nie mamy wpływu na to, co na zewnątrz. Tylko że jeśli weźmiemy pod uwagę zasadę lustra, to… mamy. Możemy skupić się na sobie. Tutaj zainwestować swoją uwagę i tym samym swoją energię, czas i… pieniądze. Wspominam o pieniądzach, bo to taki namacalny przykład, który “dociera” do wielu.
Zatem już czas zadbać o własny ogródek. Popracować nad OBRAZEM – swoimi emocjami, reakcjami, relacjami, postawą, systemem wartości. Zatroszczyć się o najbliższe otoczenie – rodzinę, przyjaciół.
A następnie, w poczuciu spokoju i radości, przyglądać się, jak stopniowo zmienia się ODBICIE.
Na lepsze. Dla nas i dla naszych najbliższych. I, w rezultacie, dla wszystkich.

Inspiracje do dalszego rozwoju samoświadomości:
- zasada lustra
- mapa poziomów świadomości Davida R. Hawkinsa
- książki Vadima Zelanda, w szczególności “Transerfing rzeczywistości”
- twórczość ShataQS, w szczególności album “Weda”, w tym utwór “Lustro”
- liczba Dunbara w kontekście tworzenia głębokich, pełnych sensu relacji
Oprócz bloga 2x w miesiącu wysyłam listy.
Dzielę się w nich osobistymi spostrzeżeniami i sprawdzonymi narzędziami do rozwoju samoświadomości.
Liczne i niezwykle wzruszające odpowiedzi od czytelniczek i czytelników pokazują, że te listy są jak energetyczny podmuch w skrzydła – wspierają, inspirują i motywują do działania.
Na Soulletter możesz zapisać się tutaj:
Nie ma możliwości komentowania artykułów na blogu, ale zawsze możesz do mnie napisać (na każdą wiadomość odpisuję):
kontakt@designduszy.pl

