Kiedy AI mnie zastąpi. Jak znaleźć sens życia w czasach ekspansji sztucznej inteligencji?

Szukanie sensu życia jest możliwe tylko wtedy, kiedy nasze podstawowe potrzeby są zaspokojone. W jednej ze swoich książek Eckhart Tolle stwierdził, że kwestią najwyższej rangi staje się w naszym życiu jego sens, a także znalezienie i realizacja życiowego celu, ale żeby tak się stało to musimy wznieść się ponad problem czystego przetrwania. Czyli, z polskiego na nasze, możesz zastanawiać się nad sensem życia tylko wtedy, kiedy masz co wrzucić do garnka. Prosty, aczkolwiek istotny wniosek. Jeśli by wziąć się za ten temat od strony naukowej to wniosek jest identyczny – piramida potrzeb Maslowa mówi dokładnie o tym samym.

Wracając do Eckharta Tolle to inspirował się nim również jeden z autorów, Mo Gawdat, który powiedział lub napisał (nie pamiętam) coś w stylu, że jeśli mamy czas zajmować się przeszłością lub martwić się o przyszłość to znaczy, że tu i teraz wszystko jest w porządku. Niby proste, niby oczywiste, ale zdecydowanie warte przypomnienia.

Zatem otwieram ten artykuł wdzięcznością, że mogę dzisiaj, tu i teraz, zastanawiać się nad sensem życia.

I, jeśli to czytasz, to spróbuj też w tym momencie poczuć wdzięczność, bo skoro przyciągnęło Cię to pytanie i szukasz odpowiedzi na nie, to tu i teraz wszystko jest w twoim życiu dobrze. Problem przetrwania cię nie dotyczy. Masz pewnie dach nad głową, pełną lodówkę i nie goni cię tygrys. W tu i teraz jesteśmy bezpieczni.

Pisząc ten artykuł mam świadomość, że jest on przeznaczony dla konkretnej grupy osób i już wyjaśniam jaka to jest grupa. Moją intencją jest przedstawić w tym tekście moją duchową refleksję na tytułowy temat. Mam nadzieję, że pomoże ci ona odzyskać spokój. Bo może na ten moment też jesteś tu, gdzie ja. Może stwierdzisz: “O, też tak mam. Też sobie stawiam to pytanie: Kiedy AI mnie zastąpi – co wtedy zrobię? Jak znaleźć sens w tej szalonej rzeczywistości?”

Kiedy opowiedziałam mojemu partnerowi o moim pomyśle na podjęcie się tego tematu to zasugerował on, że może powinnam zacząć od wyjaśnienia podstaw: czym jest sztuczna inteligencja, na jak bardzo zaawansowanym poziomie już jest, itd. no bo przecież wiele osób jeszcze nie ogarnia tematu albo ogarnia go w stopniu podstawowym, czytaj: ludzie używają co najwyżej ChatGPT, traktując go jak podrasowanego Google’a – czyli zaawansowaną wyszukiwarkę.

Ale ja nie chcę zaczynać od podstaw. Chcę wejść w głąb i od razu przejść do duchowej perspektywy – tak jak ja ją widzę dzisiaj.

Od dłuższego czasu obserwuję jak wyrażenie “sztuczna inteligencja” odmienia się przez wszystkie przypadki. Widzę i akceptuję, że AI już może zrobić wiele rzeczy szybciej, taniej, często lepiej. I, moim zdaniem, to tylko początek. Nie ma sensu łudzić się, że “tego sztuczna inteligencja nigdy nie zrobi lepiej ode mnie”, bo te wypowiedzi wydają się być naprawdę odklejone od rzeczywistości. Programiści, którzy jeszcze dekadę temu słyszeli, że zawsze będzie na nich zapotrzebowanie, tracą pracę. Dzięki AI w Los Angeles taksówki nie potrzebują już kierowców. Zresztą, nie potrzebujemy robić wycieczek do Stanów Zjednoczonych. Podam Ci przykłady stricte ze swojego życia.

Ostatnio ktoś wysłał mi linka do piosenki o wybaczaniu. Kliknęłam i słuchałam w zachwycie. Cóż, jestem Trenerem Radykalnego Wybaczania, więc to niejako mój temat. A piosenka jest piękna. Zachwyciłam się zarówno głosem, jak i tekstem. Pomyślałam, że świetnie przedstawia wybaczanie. Sprawdziłam jaki artysta za tym stoi i czyj to głos. Okazało się, że to AI. Muzyka, tekst i wykonanie są dziełem sztucznej inteligencji.

Kiedy w mainstreamie pojawiła się sztuczna inteligencja to miałam nadzieję, że pozwoli nam zautomatyzować manualne procesy po to, żeby wreszcie ludzie mieli czas na rozbudzenie swojej kreatywności i zajęcie się tworzeniem. Okazało się inaczej. AI niemal w pierwszej kolejności zajęła się twórczością – sztuką (grafiką), muzyką, pisaniem tekstów. Nie ukrywam – wywołało to we mnie ogromną frustrację. Internet zalały treści stworzone przez sztuczną inteligencję. Bardzo dotknęło to mnie, która po części identyfikuje się jako pisarka. Musiałam przerobić tę lekcję i na nowo odkryć sens w moim pisaniu – tym autentycznym i (po)wolnym, bo wymagającym osobistego zaangażowania i czasu.

Tę frustrację widzę również u innych.

Ostatnio na social media zobaczyłam post, na którym widniało zdjęcie kartki powieszonej na drzwiach gabinetu lekarskiego. Można było na niej przeczytać: “Pacjenci, którzy uzyskali diagnozę od ChatGPT proszeni są o uzyskanie drugiej opinii – u Gemini.” Ja wyczuwam w tym tekście ogromną frustrację.

A, jeszcze jeden przykład z mojego życia – tym razem dotyczący tego co robię w Design Duszy. Ostatnio miałam rozmowę wstępną z pewną kobietą, która chciała umówić się do mnie na sesje indywidualne natomiast podczas spotkania wstępnego powiedziała mi, że jednak już nie potrzebuje spotkań, bo wczoraj ChatGPT jej pomógł. Ona już wszystko wie. Okazało się, że nie szukała wsparcia i zmiany perspektywy. Szukała wiedzy. Znalazła nazwę, pewne wyszukane pojęcie opisujące jej stan czy też przypadłość i to jej wystarczyło. I to jest jak najbardziej w porządku. ChatGPT ma wiedzę i jej tę wiedzę dostarczył i na ten moment ta osoba dostała dokładnie to, czego potrzebowała.

Jeszcze kilka miesięcy temu byłabym sfrustrowana, ale to spotkanie tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że dobrze, że poszłam za moją intuicją, która podpowiedziała mi sposób, w jaki zaprojektowałam swoje usługi.

Bo ja ze swojej strony przestałam oferować wiedzę. Wiedza jest wszędzie i to najczęściej za darmo.

Dlatego ja oferuję doświadczenie. Na przykładzie Human Design wygląda to tak, że graf możesz wygenerować sobie sama czy sam. Możesz też wrzucić go w ChatGPT i dostaniesz analizę swojego grafu. Pomińmy fakt, ile jest w tym bzdur, bo ChatGPT nie wyczuje niuansów. Ale jakieś tam podstawy otrzymasz. I ja się cieszę, jeśli już z tym przychodzisz, bo wtedy mamy przestrzeń na integrację wiedzy i doświadczenia. Nie gadamy o twojej strategii, tylko ją wdrażamy. Nie opowiadam ci jaki jest twój autorytet wewnętrzny, bo ty już to wiesz, więc zajmujemy się budowaniem zaufania do twojego autorytetu wewnętrznego. Moja prognoza jest taka, że zaufanie do autorytetu wewnętrznego uratuje wielu ludzi w kolejnych latach. Od czego? Od niedecyzyjności, którą coraz częściej obserwuję i która jest katastrofalna w skutkach. Ale o tym kiedy indziej.

Co jeszcze robimy na sesjach indywidualnych? Sprawdź. Sporo już o tym napisałam. Sesje indywidualne JESTEM są świetne. Zapraszam. Koniec wstawki marketingowej 🙂

Podsumowując powyższe przykłady i dygresje:

Jestem w tym miejscu gdzie mam świadomość tego, że AI robi – robi to, co my robiliśmy (często też zarobkowo) i robi to zazwyczaj szybciej i taniej. Czy lepiej? Nie zawsze.

Aktualnie – pół żartem, pół serio – mówię, że najbardziej boję się ludzi, którzy zaczynają zdanie od “Ale ChatGPT powiedział, że…”

To tak trochę z przymrużeniem oka, ale wiele osób korzystających ze sztucznej inteligencji nie kwestionuje tego, co otrzymuje od niej w odpowiedzi na prompt, który zresztą często jest niepoprawnie sformułowany. Konsekwencja tego jest prosta: Garbage in, garbage out.

Uwielbiam końcówkę jednego z odcinków podcastu EachOneTeachOne, w którym pewna gościni tego podcastu opowiada o studentach, którzy koncertowo oblali egzamin przepisując jeden do jednego odpowiedzi podane im przez ChatGPT. I ta wspaniała osoba podkreśliła wtedy że, owszem, AI może podać Ci odpowiedź, ale wciąż rolą człowieka jest umieć ją zweryfikować. Z racji tego, że sztuczna inteligencja wspaniale, na wysokim poziomie “myśli”, to dziś jeszcze bardziej niż kiedykolwiek ważne jest to, żebyśmy my – ludzie – myśleli krytycznie. Żebyśmy poddawali w wątpliwość i wchodzili w dialog ze sztuczną inteligencją. Moim zdaniem jeszcze zbyt mało osób to robi. Jeszcze zbyt wiele osób łyka jak pelikan wszystko co sztuczna inteligencja podaje. I nic dziwnego, bo AI podaje to najczęściej z pewnością “siebie”, która jest niezwykle przekonująca, choć jeszcze w wielu przypadkach zgubna.

To tyle co do punktu wyjścia. W tym momencie, na tym poziomie gry na planecie Ziemia jestem.

AI jest. AI działa. AI robi niektóre rzeczy szybciej i taniej. Czasami lepiej, chociaż nie zawsze. Wciąż ważne jest i – mam nadzieję – zawsze będzie krytyczne myślenie, które pozwala nam oddzielać ziarna od plew. Ale jeśli AI robi szybciej i taniej, a często i lepiej, to wkrótce może mnie całkowiecie zastąpić w tym, co robię. I ciebie, w tym co ty robisz, też. Bo dlaczego nie.

Prognostycy zakładają, że wyeliminowanie wkładu człowieka w powtarzalne, dające się zautomatyzować procesy, a także połączenie sił człowieka i AI to dopiero pierwszy etap ekspansji sztucznej inteligencji. To wciąż jeszcze etap, na którym człowiek myśli (łudzi się?), że ma kontrolę i traktuje AI jako narzędzie – zaawansowany komputer. To etap, w którym porównuje się obecną rewolucję do rewolucji przemysłowej czy też technologicznej, tyle że bardziej zaawansowanej. Natomiast kolejny etap ekspansji sztucznej inteligencji to etap, w którym nie ma żadnej kontroli, bo AI rozwija AI i to w sposób niezrozumiały dla człowieka. To już nie zaawansowane narzędzie tylko nowa świadomość. Dla mnie ten kolejny etap jest chyba wciąż nie do ogarnięcia, dlatego odnoszę się w tym artykule do etapu, z którym aktualnie mamy do czynienia – z tym widocznym i niekwestionowanym. Tym, w którym AI jeszcze jest postrzegane jako zaawansowane narzędzie, a nie byt. Pamiętaj o tym założeniu, czytając ten artykuł.

Zatem kluczowe pytanie: Jak się w tym odnaleźć? Jak odnaleźć sens w nowej rzeczywistości?

W jednym z odcinków podcastu Design Duszy mówiłam o niezwykle mocnym pytaniu, które sobie coraz częściej zadaję kiedy coś ważnego, intensywnego wydarza się w moim życiu. Pytanie to brzmi: “Co mi miało to pokazać?”

Bardzo polecam Ci to pytanie. Ono jest wspaniałe, bo szybko przypomina o tym, o co tak naprawdę chodzi w naszych doświadczeniach, które postrzegamy jako trudne. Czyli że nie chodzi o rozpaczanie i biadolenie, tylko o znalezienie w danej sytuacji sensu, lekcji, daru, szansy.

I w tej sytuacji też tak sobie rozmyślałam: Co ma mi pokazać sztuczna inteligencja?

I tak sobie pomyślałam o końcu:

A co, jeśli sztuczna inteligencja jest dla nas lustrem?

I tutaj zaczęła się moja główna refleksja.

Bo popatrz: AI robi rzeczy automatycznie i schematycznie. Mi najłatwiej jest to dostrzec w tekstach pisanych przez sztuczną inteligencję – wszystkie są pisane pięknie, ale tak samo, w tym samym stylu. Na ten moment (a piszę ten artykuł w grudniu 2025 roku) mogę ci z łatwością powiedzieć, kto tworzy treści na social media samodzielnie, kto pisze swoimi słowami newsletter i teksty na bloga, a kto robi kopiuj-wklej z ChatGPT. Kto sam, od serca, dając to, co ma najcenniejszego (swój czas!) pisze ci świąteczne czy urodzinowe życzenia, a kogo wyręczyła w tym sztuczna inteligencja. Być może zapytasz: No i gdzie to lustro? Już wyjaśniam.

AI robi rzeczy schematycznie i automatycznie i dokładnie pokazuje nam – odzwierciedla nam – w jakich obszarach i jak bardzo my jesteśmy schematyczni i działamy na automacie. Gdzie przestaliśmy być ludźmi i zaczęliśmy być maszynami. Gdzie nie wkładamy w coś serca, nie angażujemy swojego cennego czasu, bo gonimy za produktywnością i optymalizacją. I gdzie to widać i czuć.

Z zasadą lustra jest też tak, że siłą rzeczy każe nam zajrzeć w siebie.

Kojarzysz te sceny z różnych filmów gdzie ktoś patrzy w lustro, widzi swoje odbicie, wzbiera w nim ogromna złość i ten ktoś z ogromną siłą rozbija to lustro? I teraz pytanie – co go tak wkurzyło? Lustro czy on sam?

Lustro jedynie coś nam ODZWIERCIEDLA. Samo w sobie jest neutralne. Pokazuje to, co przed nim. Jeśli nie podoba nam się odbicie w lustrze, to mamy problem nie z lustrem tylko z tym, co przed nim stoi.

Oczywiście, można wywalić lustro, ale za jakiś czas znajdzie się następne 😉 To tak jak z zastępowaniem uzdrawiania leczeniem – możesz stosować leki, ale jeśli nie znajdziesz przyczyny choroby – nie dotrzesz do jej źródła i się tym źródłem nie zajmiesz – to w nieskończoność będziesz leczyć to, co nieuzdrowione.

Dlatego jedyny sposób na poradzenie sobie z naszym odbiciem w lustrze jest poradzenie sobie ze sobą. Idąc tym tropem: AI nie jest problemem. I nie, my też nim nie jesteśmy.

Chodzi mi tutaj jedynie o to, żeby nie wkurzać się na sztuczną inteligencję – nasze lustro – tylko żeby podejść do tej nowej rzeczywistości konstruktywnie i, poszukując rozwiązania, zajrzeć w siebie. W nas, którzy stoimy przed tym lustrem i się w nim odbijamy. Bo kiedy ogarniemy siebie – swoje wnętrze i swoje triggery – to świat zewnętrzny – nasze lustro – zacznie nam pokazywać odbicie, które lubimy, które nam się podoba i do którego się uśmiechniemy, a nie takie, na które będziemy się wkurzać. Już do znudzenia powtarzam cytat Eckharta Tolle, który jest ponadczasowy, więc będę go powtarzać jeszcze wiele razy:

„Jeśli dojdziesz do ładu z własnym wnętrzem, wówczas to, co zewnętrzne, samo się ułoży. Rzeczywistość pierwotna tkwi wewnątrz, a zewnętrzna jest wobec niej wtórna.”

To tyle (na razie) o zasadzie lustra w kontekście sztucznej inteligencji. Bo jeszcze do tej zasady wrócę.

Jednak teraz przejdę dalej w mojej próbie odpowiedzi na tytułowe pytanie o to, gdzie ten sens życia. Gdzie go możemy znaleźć? Bo z duchowej perspektywy wygląda to dość ciekawie.

W jednym z odcinków podcastu Design Duszy prosiłam o polecenie w komentarzach inspirujących książek i jedna ze słuchaczek napisała o książce “Odważne Dusze”. Sięgnęłam po nią, bo zawsze kiedy pytam to słucham też odpowiedzi. Tak jak ty inspirujesz się moim podcastem, tak ja inspiruję się twoim doświadczeniem.

Książka “Odważne Dusze” jest o planowaniu przedurodzeniowym. Jest bardzo ezoteryczna. Nie ze wszystkim, co tam przeczytałam, się zgadzam. Mój Koziorożec potrzebujący twardego stąpania po ziemi trochę fikał koziołki 😉 Jednak według mnie ta książka przedstawia wnoszącą w życie dużo spokoju, dosyć ciekawą i wartą rozważenia duchową koncepcję według której przychodzimy tutaj, na Ziemię, celowo – żeby czegoś konkretnego doświadczyć. I według tej koncepcji wybieramy sobie bardzo precyzyjnie, czym to doświadczenie jest. Decydujemy samodzielnie o tym, kiedy tutaj przyjdziemy – w jakich czasach, w jakim kraju, w którym roku. Wobec tego data i godzina urodzenia i miejsce urodzenia nie są przypadkowe. Nie bez powodu to na nich bazuje kosmogram (w astrologii) oraz graf Human Design (który czerpie swoją mądrość częściowo właśnie z astrologii).

Po co wspominam o planowaniu przedurodzeniowym w kontekście pojawienia się sztucznej inteligencji?

Bo idąc tym tropem można by wysnuć wniosek, że skoro teraz żyjemy, to chcieliśmy doświadczyć tych przemian, tej rewolucji. Chcieliśmy żyć w czasach ekspansji sztucznej inteligencji.

Do wszystkich Millenialsów: Może chcieliśmy najpierw latami zdobywać wykształcenie (czytaj: tankować w siebie wiedzę, która już od dłuższego czasu jest dostępna dzięki jednemu kliknięciu), a następnie pracować ponad swoje siły w korporacjach i doświadczyć tego, jak to jest opierać swoją wartość na tym, co się robi oraz na uznaniu innych za to co się robi i nagle musieć wszystko przewartościować, bo nasza robota jest wręcz niepotrzebna albo nie widzimy w niej już sensu. No dramat! Kiedyś zmagali się z tym ludzie idący na emeryturę – nagle wydawało się im, że są bezużyteczni. I się załamywali. Teraz zmagają się z tym osoby, których pracę zastępuje sztuczna inteligencja. Według niektórych prognostyków już wkrótce zmierzy się z tym niemal cała populacja. 99% ludzkości. To nie moje wyliczenia. Poszperaj w Internecie, przeszukaj podcasty i szybko znajdziesz te prognozy, które nie są wyssane z palca tylko poparte naukowymi badaniami.

Jeśli rzeczywiście do tego dojdzie (czytaj: 99% ludzkości straci pracę), to jestem ciekawa czy i jak podołamy temu wyzwaniu. Moim zdaniem to będzie niezwykły test rozwoju osobistego i duchowego. Ta sytuacja obnaży, czego tak naprawdę nauczyliśmy się przez ostatnie lata.

Bo zewsząd słyszymy o tym, żeby BYĆ i to wystarczy, ale jednocześnie wciąż jesteśmy pytani o to, co ROBIMY i to z tego robienia jesteśmy rozliczani i za nie wynagradzani.

I z tego rozliczamy też samych siebie. Kto na koniec dnia nie myśli o tym, co mu się dzisiaj udało zrobić, ogarnąć, załatwić i zdziałać, niech pierwszy rzuci kamieniem. Kto na koniec roku nie robi podsumowań rozliczając się ze zrealizowania swoich SMART-celów, niech też rzuci kamieniem. Nikt nie rzuca? No właśnie. I to jest cholernie niespójne. Chcemy BYĆ, ale rozliczamy siebie samych i siebie nawzajem z ROBIĆ. Mówimy, że jesteśmy wystarczająco dobrzy, ale jednocześnie nasza wartość często bazuje na tym jakie mamy tytuły, ile z(a)robiliśmy oraz jaki i czy w ogóle sukces odnieśliśmy. W swoich oczach i w oczach innych. Widzisz ten rozstrzał i tę niespójność?

No ale mamy tę hipotezę z planowaniem przedurodzeniowym. I widzę w tym jeden ze sposobów na znalezienie sensu w czasach ekspansji sztucznej inteligencji. Polega on na otwarciu się na pomysł, że jest coś takiego jak planowanie przedurodzeniowe. O ile łatwiej by się żyło zakładając, że sami sobie zaplanowaliśmy życie w tych czasach? Że dokładnie tego chcieliśmy doświadczyć? Że nikt tu nie jest winny i że to nie jest żadna kara? Że tak chcieliśmy, więc nie jesteśmy ofiarami (my, ludzie) i że nie ma kata (sztuczna inteligencja)? Że wszystko dzieje się nie nam tylko dla nas?*

*i tutaj nie byłabym sobą, gdybym nie zdecydowała się na umieszczenie ważnego disclaimera. Gwiazdki, czytelniku. Ja wciąż piszę ten artykuł dla osób otwartych czy też gotowych na inną perspektywę. Pokazuję pewną możliwość postrzegania rzeczywistości i nie mówię, że tak masz ją widzieć. Przedstawiam moje refleksje. Jeśli się z tym nie zgadzasz, masz do tego święte prawo. Każdy ma swoje życie. Każdy jest w swoim procesie. Każdy ma swoją prawdę. W moim podcaście Design Duszy zawsze podkreślam, że przedstawiam Ci mój punkt widzenia i moją prawdę, jednocześnie zachęcając Cię do odkrycia Twojej. Ostatnio słuchałam pewnego podcastu, w którym prowadząca twierdziła, że okrucieństwem jest mówić ludziom, że nic nie dzieje się nam tylko dla nas i że pewne rzeczy się dzieją i są okrutne i nie można tak mówić. I tak sobie pomyślałam, że się z tym nie zgadzam. Punkt widzenia zależy od indywidualnego poziomu świadomości i przyjętej filozofii życia, a te są różne u różnych ludzi. Nie mam jednej filozofii życia i nie podążam za jedną doktryną. Jest wiele nurtów, w których znajduję po kilka puzzli i układam z nich moją, spójną dla mnie układankę. Jednym z tych puzzli jest Radykalne Wybaczanie i właśnie założenie, z którym dużo łatwiej mi żyć i być. Zatem szanuję i akceptuję, że prowadząca tamten podcast ma swoją prawdę, w którą wierzy i jednocześnie daję sobie prawo do mojej prawdy. I ja na przykład na ten moment uważam, że w moim świecie, w moich artykułach i w moim podcaście okrucieństwem jest NIE mówić o tym, że jest możliwe przyjęcie innej perspektywy – tej, w której wszystko przydarza się nie nam, tylko wydarza się dla nas. Oczywiście, tutaj ważny jest aspekt czasu i wyczucie sytuacji. Mówiłam o tym w odcinku “Metoda Tippinga. Jesteś gotowa na rozwiązanie problemu?” i wspominałam w nim o tym, że nie każdy jest gotowy na inną perspektywę. Ale jeśli to czytasz, to może jesteś. Sprawdź sama czy sam ze sobą. Koniec gwiazdki czy też disclaimera.

Jeśli skreśliłaś czy skreśliłeś planowanie przedurodzeniowe albo wręcz przeciwnie – bierzesz je pod uwagę, ale nie wystarcza Ci to jeśli chodzi o znalezienie sensu życia w czasie ekspansji sztucznej inteligencji – to może zechcesz wziąć pod uwagę Human Design.

Przedstawiam tutaj Human Design jako jeden ze sposobów na znalezienie sensu przede wszystkim dlatego, że twój bodygraf zawiera twój największy dar. Znajdziesz go w bramie stojącej przy świadomym Słońcu po stronie Osobowości (prawa kolumna).

Dlaczego jest to takie ważne?

Bo twój największy dar to naturalna umiejętność, z którą przychodzisz tutaj, na Ziemię. To jest to bycie, które wnosisz do świata. Tutaj nie chodzi zatem o robienie, a nawet jeśli, to jest to robienie czegoś, co przychodzi ci naturalnie, bez wysiłku i to nawet wtedy, kiedy nikt ci za to nie płaci. Albo coś takiego, co robisz tak dobrze i przychodzi ci to z taką łatwością, że prędzej czy później wychodzisz z tym do świata w formie produktu czy usługi, których świat potrzebuje i za które chętnie zapłaci.

Przykłady:

  • Brama 27 to brama opieki. Jeśli masz ten dar to opiekowanie się innymi i dbanie o nich przychodzi ci naturalnie. Zawsze będziemy cię potrzebować – my, ludzie, istoty stadne, potrzebujące społeczności i poczucia przynależności.
  • Brama 42 to brama wzrostu. Jeśli masz ten dar to masz cenną umiejętność doprowadzania do końca tego, co rozpoczęte. Zapobiegasz porzucaniu potencjału. Zapewniasz maksymalne tego potencjału wykorzystanie. Przyczyniasz się do tworzenia sukcesu dzięki dokończeniu niedokończonych lub porzuconych projektów.

To tylko przykłady. W Human Design bram jest 64, a możliwości rozwinięcia każdego ze stojących za nimi daru nieskończona liczba.

A jeśli twój największy dar ci nie wystarczy, to Human Design oferuje dużo więcej – na przykład wgląd w twój krzyż wcielenia. Nie lubię tej nazwy, bo według mnie ma w sobie pewną nutę ciężkości i mi osobiście kojarzy się z religią, a nie duchowością, ale idea sama w sobie jest warta rozpatrzenia. Bo krzyż wcielenia może być cennym drogowskazem na drodze, której motywem przewodnim jest pytanie “Po co tutaj jestem?”

Krzyż Wcielenia wskazuje na cel duszy. Jego zrozumienie przywraca sens życia. Jesteś, bo masz być, a krzyż wcielenia to twoje BYCIE konkretyzuje. O krzyżu wcielenia nagrałam już odcinek podcastu – warto tam zajrzeć, jeśli chcesz pogłębić ten temat.

Zatem mamy hipotezę planowania przedurodzeniowego (czyli to, że zaplanowaliśmy życie w tych czasach i doświadczenie, które wiąże się z życiem w tych czasach), a także Human Design (czyli to, że przyszliśmy tutaj z konkretnym darem i zasobami, które wspierają nas w realizowaniu celu naszej duszy właśnie w tych czasach).

No i co dalej?

Jeśli to nam nie wystarcza, to gdzie jeszcze możemy szukać sensu naszego życia jeśli nie w tym, co robimy, bo AI w tym, co robimy prędzej czy później nas zastąpi?

Teraz taki plot twist, bo – uwaga, uwaga – postanowiłam zapytać o to ChatGPT i przedstawię Ci tutaj dwie teorie, które uznałam za interesujące.

Pomysł z ChatGPT numer 1: Praca przestaje być głównym źródłem dochodu.

Brak pracy nie jest problemem, bo powstaje dochód społeczny. Jest to wynagrodzenie za wkład w społeczność, opiekę, edukację, a nawet dochód z uważności – za aktywność, emocje, obecność. Zarabianie przestaje być warunkiem życia. Przetrwanie staje się oddzielone od zatrudnienia. Pięknie ujął to ChatGPT (tak, tak, sztuczna inteligencja pisze w sposób, który potrafi chwycić za serce – sztucznie, ale jednak):

Nie wszyscy będą pracować, ale każdy będzie tworzył wartość.
Przejdziemy od ZARABIANIA NA ŻYCIE do UCZESTNICTWA W SYSTEMIE WARTOŚCI.
Przejdziemy od EKONOMII UMIEJĘTNOŚCI do EKONOMII OBECNOŚCI.

Piękna wizja? Czy jeszcze zbyt abstrakcyjna dla nas, przywiązanych do pracy i niepotrafiących wyobrazić sobie rozdzielenia naszej wartości od tego, co robimy?

No dobrze, przyznaję, że to było takie dość abstrakcyjne – jeszcze dla nas (dla mnie?) niewyobrażalne, więc teraz coś łatwiejszego.

Pomysł z ChatGPT numer 2: Przejście od powtarzalnych czynności na poziom mistrzowski dzięki połączeniu sił z AI.

To już się dzieje lub jest postulowane.

Czyli już nie księgowa, która wklepuje cyferki do komputera, tylko księgowa, która nadzoruje i bierze odpowiedzialność za wklepane cyferki. Redaktor, który nie zajmuje się wstawianiem brakujących przecinków tylko nadzoruje treści tworzone przez AI. Lekarz, który pośredniczy między danymi a człowiekiem (dane i ich interpretację dostarcza AI, a lekarz tłumaczy to wszystko człowiekowi, który ma emocje i na przykład boi się diagnozy).

Czyli AI przejmuje część obowiązków, w szczególności te rutynowe, powtarzalne zadania oraz wszechstronną analizę ogromnej ilości danych – ale to ludzie nadzorują i kierują procesami, angażując do tego inteligencję emocjonalną, głęboką empatię i umiejętność budowania relacji.

Chociaż i tu jestem sceptyczna, biorąc pod uwagę jak wiele osób zwraca się o pomoc i wsparcie np. do ChatGPT czy Grok i uzyskuje tam długo poszukiwane i pożądane poczucie zrozumienia. W trakcie prowadzonych przeze mnie sesji indywidualnych widzę jak ważna dla klienta jest przestrzeń na opowiedzenie swojej historii i jak bardzo ważne jest, żeby słuchaczem był ktoś, kto im tego opowiadania nie przerywa, żeby wtrącić swoje dwa grosze, a także ktoś, kto jest empatyczny i ich nie oceni.

Wiele osób już zauważyło, że ChatGPT czy Grok im to daje.

AI jest dostępna 24/7, nie przerywa, jest cierpliwa. Zazwyczaj zaczyna odpowiedź od pochwalenia twojej wnikliwości, twojego unikalnego pytania czy świetnego spostrzeżenia. Nawet jeśli coś skoryguje czy czemuś zaprzeczy to i tak zacznie od kilku miłych słów, które sprawiają, że czujesz się wyjątkowo. Zatem jak to jest – czy przypadkiem AI nie imituje już w doskonały sposób inteligencji emocjonalnej i w ten sposób potrafi zbudować z człowiekiem wartościową relację?

Znam osoby, które mają w sobie ogromną ciekawość i które w AI znalazły wspaniałego rozmówcę. Przestały bać się zadawania pytań, które w przeszłości odrzucane były przez rodziców czy też wyśmiewane w szkole przez innych uczniów (a nawet nauczycieli!). AI nie ocenia, więc wielu ludzi zaczęło odważnie pytać i otwarcie rozmawiać. I tutaj znowu zasada lustra – bo może sztuczna inteligencja pokazuje nam, że w niektórych aspektach jest bardziej ludzka niż człowiek? Że ma dla nas czas, którego nie mają dla nas inni ludzie? Że wykazuje się cierpliwością, której nam, ludziom, często brakuje w świecie, w którym wciąż biegniemy i optymalizujemy, gloryfikując produktywność?

Popłynęłam, ale to było ważne.

A teraz wracam do kwestii wejścia na poziom mistrzowski i dodam jeszcze coś od siebie. Odniosę się znowu do zasady lustra.

Ile osób ma pracę, w której nie tworzy wartości tylko dzień w dzień odtwarza? Ile osób jest zatrudnionych, ale gdyby nie pojawiły się w pracy, to być może nawet nikt by tego nie zauważył, bo robią coś, co jest już od dawna niepotrzebne? Ile razy w księgowości miałam styczność z procesami, które polegały na manualnym kopiowaniu jakichś danych z jednego miejsca i wklejania ich w inne i z osobami, które codziennie przychodziły na cały dzień do pracy, żeby robić dokładnie to samo, co robiły wczoraj i to samo, co będą robić jutro? Niektórym się to nawet podobało i te osoby broniły tych procesów przed jakąkolwiek automatyzacją – bo dobrze wiedziały, że nie będą już potrzebne, żeby je wykonywać. I miały rację.

Zatem sztuczna inteligencja pokazuje nam, gdzie nasza przeciętność już nie zda egzaminu. Gdzie trzeba wejść na poziom mistrzowski. To zaproszenie do kreatywności, wyjścia poza schematy, pokochania zmienności i do odważnego spojrzenia na to, czego potrzeba dzisiaj, a nie na to, co było przydatne wczoraj.

Tyle od ChatGPT. Nie wiem jak szybko zdezaktualizują się te odpowiedzi. Na dzisiaj (grudzień 2025) brzmiały tak, jak powyżej.

Tymczasem teraz najmocniejsza odpowiedź, której udzielę na tytułowe pytanie.

Ostatnio słuchałam podcastu, w którym pewien fizyk kwantowy opowiadał o tym, że na ten moment doszedł do wniosku, że tutaj (na Ziemi) nie ma nic do zrobienia. Absolutnie nie ma nic do zrobienia i nic do osiągnięcia. W pewnym sensie to samo zostało ujęte w zdaniu, które kiedyś usłyszałam: “Życie to gra, w którą nie da się wygrać.” Jednocześnie logiczny wniosek jest taki, że jeśli nie da się wygrać, to nie da się też przegrać. I być może te stwierdzenia się łączą.

Nie ma nagrody, bo nie ma nic do osiągnięcia.

Mocne, co?

I można do tego stwierdzenia podejść na różne sposoby. Ja przedstawię dzisiaj dwa z nich. Skrajne.

Podejście nr 1, czyli totalna załamka w stylu “O ja p…, no to wszystko jest bez sensu. Jesteśmy niepotrzebni, zbędni” i tak dalej.

Podejście nr 2, czyli pełna akceptacja, innowacja, zmiana, nadzieja, szansa oraz rozwój w stylu: “O, skoro tu nie ma nic do zrobienia, to ja nic nie muszę, tylko mogę.”

Akceptacja czyli elastyczność. Nie upieramy się przy jednej wersji siebie tylko dajemy sobie prawo do zmian. To nieprzywiązywanie się do jednego stanu rzeczy – jednej pracy, z którą się identyfikujemy czy też do pewnych naszych umiejętności, które dotychczas uważaliśmy za wyjątkowe i dające nam przewagę konkurencyjną. I to daje ogromną wolność. To jest to “Kochaj i rób, co chcesz” świętego Augustyna.

Po co to piszę?

Bo w ostatnim czasie bardzo dużo jest w nas lęku. W kontekście sztucznej inteligencji jest to często lęk, że AI nas zastąpi i często wynika z tego, że utożsamiamy się z tym, co robimy, a nie z tym, kim jesteśmy. A, póki co, AI nie zastąpi CIEBIE tylko to, co ROBISZ.

Mała dygresja: Miejmy nadzieję, że tak właśnie jest czy też będzie. Bo jeśli AI rzeczywiście miałoby zastąpić NAS, to mamy do czynienia z zupełnie innym problemem. Ale, póki co, nie o tym jest ten artykuł. Zatem, do brzegu:

Kiedy dotrze do nas, że tutaj nie ma nic do zrobienia i nic do osiągnięcia, to nagle dochodzi do nas, że nie musimy zasługiwać, udowadniać, harować. Że AI może robić, a my równolegle możemy robić to, co kochamy.

I to jest dobry moment w tym artykule, żeby przejść do następnego punktu, który jest konsekwencją zrozumienia tego, że tutaj nie ma nic do zrobienia. Być może jest to już wyższy poziom, ale on jest. I brzmi tak:

Jeśli nie musimy robić, to możemy wreszcie być.

Natomiast nie chcę, żeby to brzmiało tandetnie, dlatego o tym BYCIU nagrałam już wiele odcinków podcastu Design Duszy, podejmując próbę wytłumaczenia, o co z tym byciem chodzi. A chodzi głównie o ciało.

To też jest ciekawe spostrzeżenie, że patrzymy ciągle na to, jak AI nas wyprzedza – ma większą inteligencję, robi szybciej, efektywniej i taniej coś, co my robiliśmy dotychczas, a nie patrzymy na to, że my też mamy coś, czego AI (jeszcze!) nie ma.

Możemy BYĆ w ciele. CZUĆ.

Zauważyła to już pewna firma, która w swojej kampanii marketingowej zaczęła podkreślać coś, czego AI (jeszcze!) nie możne zastąpić: doświadczeń zmysłowych. W ciele. Jedno z haseł tej kampanii brzmi: “AI can’t generate sand between your toes.”

Czujesz to?

To jest to. To ty, człowiek, możesz brać głęboki oddech, siedząc na plaży, oglądając zachód słońca i czując piasek przesypujący się pomiędzy palcami u nóg. Możesz chodzić na wycieczki po górach. To ciebie będzie uwierał kamyk w bucie. To ty możesz wzruszać się i poczuć łzy płynące po twoim policzku kiedy ktoś mówi ci o swoich uczuciach. Możesz czuć w ciele ekscytację, kiedy podejmujesz jakąś nową decyzję. Możesz płakać, uśmiechać się, tańczyć. Możesz wąchać kwiaty. Możesz przytulić drugiego człowieka. Możesz pogłaskać psa czy kota.

Nie jestem ani fizykiem, ani filozofem i nie będę tu rozważać, czy AI rozwinie świadomość. I czy rozwinie się w przyszłości w taki sposób, że będzie też doświadczać sensorycznie. Może tak będzie. I wtedy ta dotychczasowa wyjątkowość też zostanie nam “odebrana”.

Ale póki co jesteśmy tutaj. Mamy ciało i możemy czuć w ciele.

To są atrybuty człowieka z krwi i kości. I może AI – podkreślam: na ten moment – po prostu pokazuje nam, żeby się bardziej skupić na tym, co nadaje naszemu doświadczeniu wyjątkowy sens, a jest to właśnie ciało.

Piękne zdanie przeczytałam ostatnio i to właśnie tym zdaniem zakończę ten artykuł. Bo chociaż tak wiele można by było jeszcze powiedzieć w tym temacie, to w pewnym momencie trzeba postawić kropkę. I niech ta kropka w tym artykule będzie kropką autentyczności, skoncentrowaną na doświadczaniu ciała, które może nadać naszemu życiu sens.

“Czas ucieleśnić to, co sztuczna inteligencja potrafi tylko symulować.”

Bo może na to jest teraz najwyższy czas.

Ślad stopy na piasku

Podzieliłam się z tobą moimi refleksjami. Napisałam o moim punkcie widzenia, który mam dzisiaj. Świat tak szybko się zmienia, że ja też daję sobie prawo do zmiany.

W jednym z podcastów usłyszałam niezwykle mądrą radę. Pewna osoba zapytana o to jaką jedną radę dałaby słuchaczom powiedziała, że poleca raz na jakiś czas kwestionować wszystko, co się wie i w co się wierzy. Jestem bardzo wdzięczna za tę radę, bo ona jest genialna i bardzo adekwatna jeśli chodzi o czasy, w których żyjemy. Właśnie tak szybko może zdezaktualizować się stan naszej wiedzy o świecie. Dzisiaj jest tak, a jutro jest inaczej. Ale z drugiej, pozytywnej strony, tak szybko możemy zrobić przeskok do poziomu świadomości, dzięki któremu widzimy coś inaczej, z innej perspektywy.

Zatem dzisiaj dokładnie to, o czym tutaj napisałam, daje mi poczucie sensu. Kto wie, jak będę to czuć za jakiś czas. Kiedy za kilka tygodni czy miesięcy zakwestionuję wszystko co wiem i w co wierzę i będzie tam jakiś update jeśli chodzi o to, o czym tutaj napisałam, to na pewno o tym napiszę. Swoimi słowami. Znajdując radość i spełnienie w tym, że piszę, a nie w tym, że zostało to napisane. Być może jest to jeszcze jeden sposób na poczucie sensu – nie miłość do wyniku i mierzalnych rezultatów, tylko zakochanie się w procesie tworzenia.

Serce wydrążone w piasku na plaży

Oprócz bloga piszę i wysyłam listy, a w nich historie z życia wzięte, które poruszają, wzruszają, inspirują i dają nadzieję.
Jeśli potrzebujesz przekonać się, czy to coś dla Ciebie, zajrzyj TUTAJ.
Na Soulletter możesz zapisać się poniżej:


Nie ma możliwości komentowania artykułów na blogu, ale zawsze możesz do mnie napisać: kontakt@designduszy.pl
I spodziewaj się odpowiedzi! 🙂 Na każdego maila odpowiadam.

Pozdrowienia,
Alicja

error: Zawartość strony jest chroniona.
Przewijanie do góry