Coś mnie ostatnio wzięło na ponowne obejrzenie filmu „Matrix”. Oglądając go, po raz nie wiem już który, zaczęły do mnie docierać symbolika obrazów oraz znaczenie poszczególnych zdań. Niby wcześniej wiedziałam, że tam wszystko jest „zakodowane” i wypowiadane słowa mają dużo głębszy sens, ale tym razem uderzyło mnie to, jak bardzo głęboki. Nadinterpretacja? Cóż, przeczytaj i zdecyduj w zgodzie z Twoją prawdą. Powtarzam niezmiennie, że każdy ma swoją prawdę, która wynika z indywidualnej, subiektywnej interpretacji rzeczywistości. Ja mam swoją, Ty masz swoją. I to jest wspaniałe!
A w przypadku filmu „Matrix” moja interpretacja wygląda tak:
Numery pokojów
W filmie cały czas mamy do czynienia z kodem, złożonym z cyfr i liter. Nie bez powodu numery pokojów też są istotne. Możemy szukać znaczenia tych numerów w liczbach anielskich, matematyce, itp., ale możemy też spojrzeć na ich znaczenie w… informatyce.
Pokój Neo ma numer 101. Błąd 101 oznacza problem z połączeniem z serwerem – połączeniem, które zostało zerwane. Przypadek? Nie sądzę. Neo, tkwiący w Matrixie, stracił połączenie ze Źródłem.
Z kolei w jednej z początkowych scen w filmie agenci znajdują Trinity w pokoju numer 303. Przypadek? Również nie sądzę. Tutaj mamy nawiązanie do statusu „HTTP 303”, który oznacza „See Other”. Nic dziwnego, że Trinity nie może się stamtąd wydostać – status „HTTP 303” oznacza, że zasób został przeniesiony pod inny adres. Trinity musi znaleźć inną budkę telefoniczną za pomocą której będzie możliwe wydostanie się z Matrixa.
Zauważając w filmie liczby 101 i 303, wreszcie zauważyłam ich znaczenie. Symbolikę, która wcześniej umknęła mojej uwadze. Trochę przypomniało mi to o tym, że nasza rzeczywistość jest pełna symboli i znaków, które stają na naszej drodze, a które możemy łatwo przegapić, kiedy brakuje nam uważności. Ciekawe jest jednak to, że życie podsyła nam te znaki ponownie – za pomocą innego „posłańca”, innego podcastu, innego tekstu znalezionego w Internecie… Różna forma, a wiadomość ta sama. I im więcej w nas uważności, tym szybciej jesteśmy w stanie tę wiadomość dostrzec. I ją zrozumieć.
Nikt nie przyjdzie, żeby cię uratować
W scenie, w której agenci gonią Trinity, ona niejako „wskakuje” do budynku obok przez okno, turla się po schodach, odwraca się i, wciąż leżąc na podłodze, wyciąga broń w stronę tego okna. Oddycha ciężko i niespokojnie, ale w oknie nie pojawia się żaden z agentów. I wtedy słyszymy te słowa:
Get up, Trinity! Just get up!
Nie wypowiada ich nikt inny, z zewnątrz. Te słowa wypowiada na głos sama Trinity, mówiąc do siebie.
Te słowa przypomniały mi o tym, co wielu z nas już słyszało, ale wciąż czasami ciężko nam to zaakceptować. Mianowicie, że nikt nie przyjdzie, żeby nas uratować. Każdy z nas jest odpowiedzialny sam za siebie. Sama musisz się zmotywować. Sama musisz się podnieść i ogarnąć. Nikt nie przyjdzie. Jednocześnie nie chcę, żeby zabrzmiało to pesymistycznie i ciężko, bo to wcale takie nie jest. Wzięcie odpowiedzialności za siebie i swoje życie jest bardzo uwalniającym aktem. Od tego aktu wszystko się zaczyna.
Pytania, które budzą
W pewnym momencie w tym roku dałam sobie prawo, żeby nie wiedzieć. Dotąd zawsze dbałam o to, żeby wiedzieć – szóstkowa uczennica, przykładna studentka, świetna pracownica, która zawsze natychmiast miała rozwiązanie. Teraz mam rozwiązania, ale nie natychmiast. One przychodzą, ale z czasem.
Wraz z daniem sobie tego prawa, żeby nie wiedzieć, zeszło ze mnie ogromne ciśnienie. To był mój kolejny krok ku emocjonalnej wolności – odpuścić kontrolę i pozwolić sobie na to, żeby odpowiedź pojawiła się w najlepszym dla mnie momencie. Nie w poniedziałek o godzinie 9, bo tak zaplanowałam, tylko w swoim czasie. Divine timing. Nie raz o tym słyszałam, ale brakowało mi doświadczenia tej koncepcji w moim życiu.
Wraz z ogarnięciem presji na odpowiedzi, przyszła ekscytacja związana z pytaniami – ich zadawaniem i pozostawaniem trochę w tej przestrzeni, która pojawia się tuż po postawieniu znaku zapytania. I to dlatego moją uwagę przyciągnęły słowa Morfeusza:
It’s the questions that drives us, Neo.
Tak. To pytania nas napędzają do działania. To one każą szukać, poznawać, rozeznawać, testować, przeżywać, doświadczać, czuć. Jak dostajemy odpowiedzi na tacy, to tam nie ma ekscytacji. Czasami takich odpowiedzi w ogóle nie doceniamy. Dlatego pokochałam pytania. I okazało się, że odpowiedzi są ekscytujące wtedy, kiedy ekscytuje mnie już samo pytanie.
Przewidywalna przyszłość czy ryzyko?
Wspaniałe jest w „Matrixie”, szczególnie w pierwszych minutach tego filmu, jeszcze przed całą strzelanką i efektami wizualnymi, że niemal każde zdanie, każda rozmowa, mają ukryte znaczenie.
Neo i Trinity jadą samochodem, a fragment ich wymiany zdań brzmi tak:
– You have to trust me.
– Why?
– Because you have been down there, Neo. You know that road. You know exactly where it ends. And I know that’s not where you want to be.
Neo patrzy na drogę, o której mówi Trinity, ale widz wie i czuje, że podczas tej rozmowy chodzi o coś więcej, niż o tę drogę. Chodzi o życie.
Ile razy, podobnie jak Neo, jesteśmy tuż przed poznaniem prawdy, ale wahamy się, czy wybrać nieznane, czy jednak wyjść i pójść znaną drogą? Neo patrzy na ciemną uliczkę, oświetloną kilkoma latarniami i widać, że czuje, że Trinity ma rację – że chociaż zna tę drogę i wie, dokąd ona prowadzi, to wcale nie chce się na niej znaleźć. Bardzo mi to przypomina sytuację osób stojących na życiowym rozdrożu. Patrzą na to, z czego „rezygnują” – kariera, przewidywalność, bezpieczeństwo (pozorne!), możliwość kontrolowania sytuacji – i są jak Neo: czują, że to nie to, ale jednak doświadczają momentu zawahania się.
Ciężko odchodzi się od tego, co znane. Tym bardziej, jeśli wydaje się to również prostsze i bezpieczne. Dlatego moment zawahania się jest normalny. Ludzki. I ulgę przynosi zobaczenie, że nawet „The One” (Neo) taki moment przeżywa. Łatwiej jest wtedy zaakceptować swój moment zawahania. I kochać siebie mimo to. A może właśnie ZA to?
W ostatnich dniach otrzymałam od pewnej wspaniałej osoby cytat, który aż prosi się, żeby go tutaj przytoczyć:
The risk is only truly worth it if you know that even if it doesn’t work out the way you hoped – you won’t abandon yourself & turn your back on yourself. (…) That’s what makes the risk safe enough to take. Not the guarantee of outcome – but the guarantee of inner love & loyalty.
Powiedz mi, a NIE zrozumiem.
Miłość. Wyobraź sobie, że ktoś Cię pyta, co to jest miłość. Jak odpowiesz? Rzadko w takiej sytuacji wyskakujemy ze słownikową definicją. Raczej podejmujemy się wyjaśnienia i grzęźniemy w gmatwaninie słów, które ostatecznie nie oddają tego, czym miłość jest. Bo jak opisać komuś to intensywne uczucie, którym darzysz bliską Ci osobę? Jak objąć słowami tę intymność, troskę, zaangażowanie, więź, która łączy Cię z drugą osobą? Jak opisać to, co czuje mama, kiedy trzyma w ramionach swoje nowonarodzone dziecko?
O tym, że pewnych rzeczy trzeba DOŚWIADCZYĆ, przypomniała mi scena, w której Neo słyszy:
Unfortunately, no one can be told what the Matrix is. You have to see it for yourself.
Podobnie dzieje się, kiedy próbuję opowiedzieć o tym, jakie to satysfakcjonujące, wrócić do siebie i zacząć żyć w zgodzie ze swoim designem. Tyle, że o Human Design się nie opowiada. Human Design się żyje. Doświadcza. I dopiero wtedy można ZOBACZYĆ, czym jest takie życie i jak wiele daje szczęścia i spełnienia.
Ponadto ten cytat przypomniał mi o tym, że nie możemy „przyspieszyć” doświadczenia innych. Pisałam o tym, w tekście „Dlaczego bycie ratowniczką nie ma sensu?”. Każdy ma swoje tempo. Każdy ma swój moment poznania i przebudzenia. Albo i nie. I to jest OKEJ. Dusze mają różne plany. Nie można komuś opowiedzieć, że żyje w symulacji, bo to nadal będzie tylko mentalny konstrukt żyjący w głowie tej osoby. Odłączyć można się tylko za pomocą ciała, zmysłów. „Musisz zobaczyć to sam.” Nie ma innej drogi.
Nie ma życia – życia na własnych warunkach – bez własnego doświadczenia.
— cdn. —


