Książki, w których inspirację znajdzie każdy Generator (Human Design)

Zauważyłam, że dla każdego typu energetycznego można wyróżnić pewne słowa-klucze. Nazwałabym je nawet “słowa-wytrychy”, bo tak wielką mają moc. W przypadku Generatora są to: odpowiedź, twórczość, proces, mistrzostwo.

Do tych czterech słów wrócę pod koniec tego wpisu, a tymczasem do brzegu, czyli jeśli Twój typ energetyczny to Generator, to polecę Ci dzisiaj trzy książki. Każda z nich ma wysokie oceny i świetne recenzje, więc warto po nie sięgnąć. 

W tym miejscu chciałabym też podkreślić jedną kluczową kwestię: absolutnie NIE SĄ to książki mające coś wspólnego Human Design. To, że odnalazłam w nich generatorski vibe, to tylko moja interpretacja. Weź dla siebie to, co z Tobą spójne, a resztę z moich refleksji odrzuć. Zawsze będę powtarzać: W podcaście, we wpisach na blogu i w Soulletterze wyrażam moje zdanie, zachęcając Cię jednocześnie do odkrywania Twojej prawdy. Bo każdy ma swoją! 🙂

Natomiast – sama będąc Generatorem, latami studiując ten typ energetyczny i testując mój design – stwierdziłam, że prawdopodobnie, jako Generator, odnajdziesz w nich cząstkę siebie. W poniższym wpisie wyjaśniam, dlaczego.

Zdjęcie dwóch rąk lepiących z gliny naczynie

W “Przędzy” autorka przedstawia dwa archetypy – tkaczkę i łuczniczkę – i przeciwstawia je sobie. 

Tkaczka jest symbolem celebracji codzienności, stawiania małych kroków i świadomego, uważnego rozwoju. Często niespiesznego. Pomalutku, pomalutku. Na spokojnie. Łuczniczka zaś jest symbolem osiągania celów i życia w ciągłym pędzie. Jeden z podrozdziałów książki brzmi “Tkaczka, nie łuczniczka” i to wtedy dotarło do mnie, że ta książka może być wspaniałą lekturą dla Generatorów.

Bo w życiu Generatora chodzi o tkanie – o cierpliwą, wytrwałą, codzienną pracę w kierunku osiągnięcia celu, ale niekoniecznie o sam cel. 

I właśnie taka jest – przedstawiona przez Natalię de Barbaro w jej książce – tkaczka, która znajduje ekscytację w procesie. I taki jest też Generator w Human Design – co prawda widzi cel, ale całą swoją życiową energię angażuje w drogę i systematyczne stawianie na niej kroków. 

Żyje wędrówką, a nie jej celem.

Już nie raz wspominałam o tym, że większość Generatorów, szczególnie z pokolenia milenialsów, było wychowywanych jak Manifestorzy. A co się dzieje, kiedy Generator żyje jak Manifestor? Odpowiedź kryje się być może w poniżej cytowanym fragmencie książki, w którym autorka pisze tak:

“Kiedy ci, co wolą tkać, niż mierzyć do celu, żyją od celu do celu, od zadania do zadania, w lęku, że gdyby przerwali swój rushmageddon, straciliby wszystko, z każdym dniem oddalają się od siebie. Tyle ruchu, tyle akcji, tyle punktów na mapach, a jestem w potrzasku! Kult celów staje się celą – celą jest napięcie i poczucie, że jeśli się zatrzymam, grozi mi jakiś rodzaj śmierci. Ale śmierć już się dzieje, kiedy żyję cudze życie.”

Jakie to jest prawdziwe… 

Spotkałam w moim życiu wielu Generatorów, którzy utknęli w którejś z aktualnych narracji takich jak manifestowanie (zamiast czekania na odpowiedź), “możesz wszystko” (zamiast wybrania jednej dziedziny i osiągnięcia w niej mistrzostwa dającego satysfakcję), a także droga na skróty, szybki sukces i “liczy się wynik” (zamiast zaufania procesowi). 

Ba, sama tam byłam, więc wiem, jak to jest utknąć w jakimś schemacie, utracić siły i pytać: “Dlaczego (do cholery) nie mam energii?!”

I to jest dobre pytanie, bo Generator ze zdefiniowanym Centrum Sakralnym – czyli ze stałym dostępem do energii życiowej – co do zasady powinien ją mieć. A jeśli jej nie ma, to naprawdę warto się zatrzymać i spytać siebie, gdzie ona uciek(ł)a?

Obserwuję – zarówno w moim życiu, jak i w życiu innych Generatorów – jak wiele tej życiowej energii odzyskujemy, kiedy w końcu zauważymy, że, niestety, żyjemy cudzym życiem.

“Ale jak mogę to zobaczyć?!” – zapytasz. I słusznie!

Możesz zacząć od sprawdzenia: Czy to jest MOJE? (Jeśli tak, to najczęściej odczuwasz satysfakcję). A może jednak NIE-MOJE? (I jeśli nie-moje, to najczęściej towarzyszy temu frustracja.)

Tutaj kłania się jeszcze jedno słowo. Drugie słowo-klucz Generatora, mianowicie, ODPOWIEDŹ. Bo twórcza energia Generatora zazwyczaj uruchamiana jest z zewnątrz, najczęściej kiedy ktoś zada Generatorowi właściwe pytanie zamknięte, np. “Czy chcesz się w to zaangażować?” Dobra wiadomość jest jednak taka: Nie trzeba czekać na innych (chociaż wtedy jest łatwiej i odpowiedź przychodzi bardziej naturalnie).

W każdym razie można takie pytania w procesie refleksji postawić samej czy samemu sobie. 

O tym też napisała autorka książki „Przędza”, kontrastując opresyjny przymus z wyborem zwracającym wolność: 

“Jak by to było rozkleić sczepione ze sobą jak tips z paznokciem „dam radę” ze „zrobię”? Wstawić pomiędzy jedno a drugie pytanie – czy chcę? Czy wybieram?”

Natalia de Barbaro zwraca tutaj uwagę na bardzo ważną rzecz – tylko dlatego, że ma się na coś energię nie znaczy, że trzeba coś robić. Tak łatwo jest zaangażować wszystkie swoje siły witalne w nie-swoje projekty i realizację nie-swoich celów… Natomiast, odpowiadając sobie na proste pytania – “Czy chcę?” i “Czy wybieram?” – można zmienić dynamikę w swojej relacji ze sobą, jak i w swoich relacjach z otoczeniem. 

Czy to nie uwalniające, że… nie muszę? Że mogę? Albo że nie mogę.

Mi osobiście zobaczenie czegoś do zrobienia czy osiągnięcia w kategoriach możliwości (a nie konieczności) i uświadomienie sobie wolności wyboru postawy wobec pojawiającej się możliwości (czyli mogę ją, w zgodzie ze sobą, albo przyjąć, albo odrzucić), zwróciły energię do życia i działania.

I, cytując klasyka: Nie namawiam. Pokazuję możliwości 😉

Tymczasem na sam koniec jeszcze kilka słów o kreatywności.

Pamiętasz mój newsletter o tym, jak odzyskałam życiową energię i nagle zabrałam się za bazgranie pastelami i tworzenie moich artystycznych szkaradełek – bo malować, de facto, nie potrafię, ale jednak odnalazłam w tym ogrom radości? W “Przędzy” znalazłam piękne zdanie, które mnie do tego zainspirowało. Brzmi ono tak:

“Zobaczyłam to kiedyś na swoim kolażu, który robiłam sobie po nic.”

Cudowne!

To zdanie jest ważne, bo może pomóc w powrocie do kreatywności, a ja bardzo mocno wierzę w to, że każdy Generator jest kreatywny. Ba, nawet nie muszę w to wierzyć, bo widzę to, pracując na sesjach indywidualnych JESTEM z osobami mającymi ten typ energetyczny. 

Generatorzy są tutaj po to, żeby tworzyć. I zazwyczaj pragnieniem ich serca – uznanym lub tymczasowo (!) zablokowanym – jest właśnie (S)TWORZYĆ. Co do zasady, bardzo im zależy na byciu kreatywnymi i wykreowaniu czegoś pięknego. 

Natomiast do tej kreatywności często trudno dotrzeć po latach zaniedbań i robienia tylko tego co się musi i co się powinno.

Na szczęście jest wiele sposobów, żeby kreatywność w sobie rozbudzić. Jednym z nich jest właśnie pozwolenie sobie na to, żeby robić coś tylko i wyłącznie dla przyjemności, czyli bez celu. Jedynie dla samego przeżywania i doświadczania chwili w dany sposób.

Zauważ, że nie napisałam “nie robić nic”. Chodzi o to genialnie nazwane przez Natalię de Barbaro “robienie (czegoś) po nic”. 

Generatorowi zresztą trudno przychodzi “robienie nic”. I, prawdę mówiąc, Generatorowi źle się dzieje, kiedy nic się nie dzieje. Powtarzam: Generator jest tutaj, żeby tworzyć, budować, działać. Ale Generator od czasu do czasu śmiało może “robić coś po nic” – czyli robić, ale bez targetu. Kreatywnie. Dla przyjemności. Bez presji. Tylko po to, żeby czerpać radość z bycia w procesie kreacji. Czujesz różnicę? 

Podsumowując, jeśli jesteś Generatorem, to, czytając “Przędzę”, skup się na tkaczce i na tkaniu. I śmiało daj sobie pozwolenie, żeby Twoja codzienność była tkaniem, a nie targetowaniem.


Podtytuł tej książki brzmi: “Drobne zmiany, niezwykłe efekty” i jest to motto, które każdy Generator mógłby sobie śmiało, z korzyścią dla siebie, wziąć do serca. Na okładce znajdziemy też słowa jednego z recenzentów książki: “mikrokorekty – makroefekty”, które też każdemu Generatorowi podpowiadają od razu, o co chodzi. W skrócie: chodzi o metodę małych kroków.

Często powtarzam, że u Generatora nic nie wydarza się z dnia na dzień. 

Dlatego, szczególnie w ostatnich latach, kiedy w mediach społecznościowych promowane są spektakularne “skoki kwantowe”, a skomplikowane drogi upraszczane do “3 sposobów na…” lub “5 kroków do…”, Generatorowi jest po prostu trudno. W świecie, który hołduje szybkim rozwiązaniom, trudno jest zaakceptować, że życie Generatora to suma jego nawyków i innych codziennych mikroaktywności.

Jeśli jesteś Generatorem i aktualna narracja Cię frustruje, to jeszcze bardziej polecam Ci lekturę książki “Atomowe nawyki”. 

Ja dzięki niej na nowo zakochałam się w procesie. Znalazłam radość w odbudowywaniu porzuconych, dobrych nawyków i ekscytację we wdrażaniu i wytrwaniu w nowych. Autor książki przypomniał mi o tym, że kształtowanie dobrych nawyków i pozostanie przy nich może dawać ogromną satysfakcję. 

Jeśli miałabym zaś wskazać jedną rzecz, ze względu na którą polecam tę książkę Generatorom, to byłby to rozdział o procesach (które James Clear nazywa systemami) i celach. Bo, przypomnijmy, jakie jest jedno ze słów-kluczy Generatora? Otóż to. PROCES. Zatem autor pisze tak – krótko i dobitnie: 

“Zapomnij o celach, skup się na systemach.” 

oraz

“W celach chodzi o efekty, jakie chcesz osiągnąć. W systemach zaś o procesy, które do tych efektów prowadzą. (…) Jeśli zależy ci na lepszych efektach, zapomnij o wyznaczaniu celów. Skup się na systemie.”

Cały czas się tego uczę. Ten cytat znowu jest o tym, że, owszem, trzeba pamiętać o celu, ale w sumie to okazuje się, że wystarczy go sformułować, a później po prostu zostawić go w spokoju, a całą swoją energię zaangażować w stawianie kroków na drodze do tego celu. Wytrwale, z pełnym zaangażowaniem, z zaufaniem, że to ma sens. Bo – szczególnie dla Generatora – ma. 

Generator… generuje, czyli TWORZY, buduje, działa.

I czuje satysfakcję, kiedy skoncentrowany jest na tworzeniu. Natalia de Barbaro pewnie napisałaby: na tkaniu. A James Clear dodałby:

“Jeśli zakochasz się w procesie zamiast w produkcie, nie będziesz musiał czekać na udzielenie sobie pozwolenia na szczęście. Możesz w każdej chwili czerpać satysfakcję z działającego systemu.” 

I to jest niezwykle ważne zdanie, bo często zauważam, że Generatorzy nie dają sobie prawa do poczucia szczęścia, będąc w środku procesu. Zazwyczaj są przekonani, że do szczęścia potrzebują rezultatu. A później osiągają ten wymarzony wierzchołek góry i okazuje się, że jednak chodziło o tę wspinaczkę. Uświadomienie sobie tego zanim nastanie ten moment, że się na tym wymarzonym szczycie góry już stoi, może wnieść do życia Generatora poczucie satysfakcji już dużo wcześniej – na etapie wspinaczki.

Z kolei przedstawione w “Atomowych nawykach” cztery prawa zmiany zachowania są proste, logiczne, a zarazem genialne, więc ogólnie polecam tę książkę każdemu, kto chce poprawić jakość swojego życia dzięki stopniowym, systematycznym i konsekwentnym mikrozmianom. 

Natomiast – patrząc z perspektywy Human Design – jest to książka, z której najbardziej (i najchętniej) skorzysta właśnie Generator. 

Bo Manifestujący Generator powie: “To dla mnie za wolno i zbyt liniowo! Czy mogę połączyć trzy nawyki w jeden i przeskoczyć od razu do efektów? Ta monotonia zabija moją iskrę!”. Projektor być może powie: “Rozumiem system, jest genialny, ale próba codziennego utrzymania nawyku wyczerpie moje zapasy energii. Jako Projektor potrzebuję więcej odpoczynku.” Natomiast Manifestor powie: “Nie lubię być więźniem własnej rutyny. Jeśli dziś nie czuję impulsu, by coś zrobić, to tego nie zrobię. Nikt mi nie będzie mówić, jak ma wyglądać mój poranek!” 

I w sumie będą mieć rację… 😉


Prawdę mówiąc, jeszcze nie skończyłam czytać tej książki. Ba, nie jestem nawet w połowie, ale już wypisałam sobie stronę A4 cytatów o mistrzostwie, granicach, odosobnieniu, satysfakcji, wytrwałości i sensie precyzyjnego działania. I dawkuję sobie tę czytelniczą ucztę, bo książka jest napisana… mistrzowsko.

Dlaczego użyłam tego słowa? 

Dlatego, że podtytuł tej książki brzmi tak: “o niesamowitym życiu w samokontroli i czerpaniu z drogi ku mistrzostwu”, a autor na swojej stronie pisze, że książka jest dla tych, którzy chcą być w czymś wybitnie dobrzy i chcą “kroczyć w kierunku mistrzostwa, czerpiąc z tego satysfakcję”. Dla mnie brzmi to jak, wypisz wymaluj, idealna książka dla Generatora.

Zatem jakie inspiracje znalazłam dotychczas w tej książce?

Miłosz Brzeziński argumentuje na przykład, że zdecydowanie się na coś i dążenie do mistrzostwa w tej jednej rzeczy ma sens. I to jest niezwykle ważne przesłanie dla Generatora, który – jak już podkreślałam w tym wpisie – może od czasu do czasu w to powątpiewać, patrząc na szumne sukcesy prezentowane przez innych. W szczególności, jeśli ci inni przekonują, że nie trzeba porządnie i można na skróty. I można wszystko i to na raz.

Ano można, ale Generator, co do zasady, tak nie chce. I – sorry, not sorry – jest tutaj po coś innego. Mianowicie po to, żeby skupić się na jednym temacie, ale wejść w niego głęboko, z pełnym zaangażowaniem.

Autor książki o zaangażowaniu się w jedną dziedzinę i kroczeniu ku osiągnięciu w niej mistrzostwa pisze tak:

“Z tego powodu nawyk partycypowania w wielu rozstrzelonych po wszystkich dziedzinach kursach to raczej hobby niż głębszy sens. Lepiej jedna studnia ukopana głęboko i z niuansami niż 50 dołków ledwo dźgniętych szpadelkiem.”

W tej książce znajdziesz też bardzo dużo odwołań do potęgi dobrych nawyków. Będzie to świetne uzupełnienie książki “Atomowe nawyki”. W temacie nawyków zapisałam sobie np. takie zdanie:

„To, jak robimy cokolwiek, pokazuje, jak robimy wszystko. Znakomitość to nie wydarzenie, tylko nawyk. A myśli nakierowane na sens i długofalowy cel działania to cesarz wśród wszystkich możliwych kalibracji umysłu.”

W swojej książce Miłosz Brzeziński dość często odnosi się do kwestii mediów społecznościowych i rozpraszania się, które, co do zasady, osiągnięcie w czymś mistrzostwa po prostu utrudniają. Mnie w zaprzestaniu scrollowania i zastąpieniu go głęboką pracą utwierdziło krótkie zdanie: 

“Skupiony głupek dojdzie dalej niż rozkojarzony geniusz.”

Mocne? Mocne. I często takie musi być, żeby się obudzić i wyjść z iluzji, że poświęcając czas na tiktaki i zapewniając sobie insta-dopaminę zajdziemy daleko. Zazwyczaj nie zajdziemy, bo mistrzostwo wymaga uwagi i czasu, a to te kradnie nam nadmierna i nieintencjonalna aktywność online. Nieintencjonalna, czyli ta, w której tracimy autonomię, bo naszą uwagą rządzi algorytm oraz inne mechanizmy sprytnie wbudowane w aplikacje społecznościowe.

I jeszcze jeden cytat z tej książki zaserwuję Tobie, Generatorze, bo przypomniał mi o tym, dlaczego wydłużająca się faza odpoczynku zaowocowała u mnie (przypominam, mój typ energetyczny to właśnie Generator) pogłębiającą się apatią, a życie wróciło do mnie, kiedy zaczęłam spędzać moje dni niesamowicie aktywnie, tworząc i kreując. Otóż:

“Satysfakcja w życiu jest efektem zaangażowania w jakiś trud, więc myślenie, że już dosyć i teraz nic nie będę robić, najpierw wygląda fajnie, ale szybko traci swoją magię.”

Może słowo “trud” jest tutaj dość niefortunne. Ja rozumiem je raczej jako “działanie” i wtedy ma to ogromny sens, bo Generator spełnia się w kreatywnym, pełnym sensu i wytrwałości działaniu.

Żeby nie było tak kolorowo, to z pewnymi rzeczami w tej książce się nie zgadzam, bo nie mogę (i nie chcę) odrzucić mądrości Eckharta Tolle, który mówił dużo o ego i o tym, żeby z niczym się nie identyfikować.

Stąd zdanie: “Miejski Pustelnik w ogromnej mierze hołduje definiowaniu się przez działanie.” sprawiło, że lekko się skrzywiłam. Wierzę w sens działania, ale nie wierzę w sens definiowania się przez działanie. Jest o tym mowa również w psychologii indywidualnej Adlera. W książce “Odwaga bycia nielubianym” możemy przeczytać takie zdanie:

„Akceptujesz siebie na poziomie działań czy na poziomie egzystencjonalnym? To fundamentalne pytanie wiąże się z odwagą do bycia szczęśliwym.” 

Natomiast wspomniany już w tym artykule James Clear, w wielokrotnie cytowanej w tym wpisie książce “Atomowe nawyki”, ujmuje to jeszcze mocniej, pisząc:

„Im bardziej pozwalasz się określać pojedynczemu przekonaniu, tym mniej będziesz zdolny do adaptacji, gdy zmusi cię do tego życie. Jeśli całą swoją tożsamość zbudujesz na byciu koszykarzem, adwokatem czy kimkolwiek innym, utrata tego aspektu życia cię zniszczy. (…) Utrać tę jedną rzecz, a utracisz siebie.”

Zwracam uwagę na ten detal, bo to jest dość ważne, w szczególności dla Generatorów, którzy najlepiej robią, jeśli działają (i to na poziomie mistrzowskim), ale jednocześnie nie definiują się przez działanie. To jest o tym byciu, które jest czymś innym niż działanie. Zresztą, ten temat poruszałam już nie raz (tutaj polecam w szczególności odcinek podcastu Design Duszy pt. “Wystarczy być. Naprawdę? A co z działaniem?”)

O książce Miłosza Brzezińskiego mogłabym jeszcze długo pisać, ale napiszę jeszcze jedno, bo wiąże się to z wartością, którą bardzo cenię. 

Tuż po odebraniu paczki i jej rozpakowaniu pobiegłam do mojego partnera i mówię: “Patrz na to, co za SPÓJNOŚĆ! Gość napisał książkę o dążeniu do mistrzostwa i wydał ją w taki sposób, że jest ona dziełem sztuki.”

Bo jest! Twarda, lekko chropowata, ale przyjemna w dotyku błękitna okładka, na której błyszczą się złote litery sprawia, że książka wyróżnia się – od razu zwrócisz na nią uwagę, jeśli zobaczysz ją na półce. W środku czcionka, kolory i rysunki są mega estetyczne. Dotychczas nie znalazłam w książce ani jednego błędu. Wszystko jest tam na swoim miejscu. Mistrzostwo w czystej postaci.

Osiągnięcia takiego poziomu mistrzostwa i takiego poziomu spójności Ci życzę, Generatorze. Niezależnie od tego, na jaką dziedzinę się zdecydowałaś lub zdecydowałeś.


Na początku wpisu zasygnalizowałam, że wrócę jeszcze do słów-kluczy, mających szczególne znaczenie dla Generatorów. Myślę, że to właściwe miejsce, żeby znowu je przytoczyć, bo teraz jeszcze lepiej zrozumiesz ich – i tym samym swoją, jako Generatora – esencję. 

Zatem słowa-klucze Generatora to:

  • Odpowiedź, bo twórcza energia Generatora uruchamiana jest z zewnątrz, czyli w odpowiedzi na możliwości, które Generator dostaje – od Życia, od innych ludzi i od… siebie.
  • Twórczość, bo Generator jest w ciągłym ruchu i kreuje. Tworzy, działa, buduje.
  • Proces, bo u Generatora sukces to po prostu efekt uboczny przynajmniej tych 4 rzeczy:
    1. wyboru jednej dziedziny, którą się zajmie, 
    2. konsekwentnego udoskonalania procesu,
    3. wypracowanych, dobrych nawyków i 
    4. stawiania codziennych, małych kroków na drodze do mistrzostwa.
  • No i to Mistrzostwo, bo u Generatora nie chodzi o przeciętność w wielu dziedzinach, ale o mistrzostwo w jednej z nich.

    Rozwinięcie tych powyższych punktów znajdziesz w odcinkach podcastów Design Duszy, we wpisach na blogu w kategorii Human Design oraz w comiesięcznym newsletterze dla Generatorów, na który możesz zapisać się tutaj: 

    Polecam zapisać się na newsletter, przeczytać wpisy na blogu, posłuchać podcastu na YouTube lub na Spotify i… działać w zgodzie z tym, co wiesz 🙂 Przypominam, że rok 2026 to rok UCIELEŚNIENIA wiedzy – wreszcie łączymy to, co wiemy, z tym, co robimy. Działamy, integrując wiedzę i doświadczenie.


    Nie ma możliwości komentowania artykułów na blogu, ale zawsze możesz do mnie napisać: kontakt@designduszy.pl
    I spodziewaj się odpowiedzi! 🙂 (na każdego maila odpisuję)

    Pozdrowienia i uściski,
    Alicja

    error: Zawartość strony jest chroniona.
    Przewijanie do góry